Miłosne historie
czwartek, 27 grudnia 2012
Ona i On:*
Siema piszę za jutro :) Bardzo was proszę by polubić tę strone na fb prosze: http://www.facebook.com/JedyneCoMozesz/photos_stream
Ona - ciągle uśmiechnięta, roztrzepana, szalona. Miała pełno pomysłów na
każdy dzień, na każdy wieczór. To zawsze ona rozruszała każdą imprezę,
nawet tę najsłabszą i nudną. Miała wielu przyjaciół. Kochała ich z
całego serca. Potrafiła nie spać całą noc, słuchając w słuchawce, jak
jej najlepsza przyjaciółka opowiada o najcudowniejszej randce, jaką
kiedykolwiek przeżyła. Szczupła blondynka, duże niebieskie oczy...
czasami wyglądała jak anioł. Na ulicy każdy chłopak się za nią obejrzał.
Uśmiechała się i szła dalej. Dla niej wygląd nie miał znaczenia.
Pielęgnowała to, co w środku. A "tu" też była aniołem. Pomocna, uczynna.
Okaz energii. Ona, Karolina.- On uwielbiał imprezy, dziewczyny, alkohol
i szybką jazdę. Nauka szła mu ciężko, ale był chłopakiem bystrym i
inteligentnym. Wianuszek dziewczyn otaczał go już pod koniec gimnazjum, a
gdy poszedł do liceum, zmieniał dziewczyny jak skarpetki. W miesiącu
miał kilka. Bawił się nimi. Każdy to mówił i wiedział. Jednak mimo to
miał wielu przyjaciół, którzy nie pochwalali jego zachowania, ale
wiedzieli, że to przecież jego życie. Trudno było mu się oprzeć. Wysoki,
wysportowany, ciemny blondyn. Niebieskie oczy i słodki uśmiech
przyciągały każdą dziewczynę. Kumple uwielbiali w nim to, że kochał
dobrą zabawę i wiedzieli, że zawsze mogą do niego przyjść, gdy rzuciła
ich laska. Był lojalny wobec przyjaciół. Nigdy nie odbił dziewczyny
swojego kumpla. Nie potrafił. Nawet, gdy ona chciała, on odmawiał,
krzycząc na nią, co sobie wyobraża, zdradzając jego przyjaciela. On,
Mateusz.Jak się poznali? Mateusza wyrzucili z liceum, w którym obecnie
się uczył. Przenieśli go do klasy, w której była Karolina. Dziewczyna
pamięta ten dzień, gdy Mateusz wszedł do sali. Każda z jej koleżanek od
razu poprawiła włosy i uśmiechnęła się najsłodziej, jak potrafiła. On z
niewinnym uśmieszkiem usiadł za Karoliną. Już wiedział, którą dziewczynę
"zaliczy" jako pierwszą. Zawsze miał swój plan. Podszedł do Karoliny na
długiej przerwie. Poprawił koszulę i wyszczerzył lśniące zęby.
Przedstawił się i pocałował ją w dłoń. Każda dziewczyna patrzyła na tą
scenę z zazdrością w oczach. Rozmawiali o jego poprzedniej szkole, o
tej. Był miły i czarujący. Potrafił urzec dziewczynę w 20 minutWeszli
razem do klasy, usiedli razem w ławce. Tak było przez najbliższy
tydzień, aż Mateusz poprosił Karolinę, aby się z nim umówiła. Nie
zgodziła się. Odeszła, pozostawiając Mateusza otępiałego, wpatrującego
się w jej postać odchodzącą powolnym krokiem. Nie poddał się. Jeszcze
żadna dziewczyna mu nie odmówiła. Wiedział, że wreszcie dojdzie do ich
randki. Nie mylił się. Krążył koło Karoliny 2 tygodnie, aż wreszcie
dziewczyna zgodziła się spotkać.Spędzili bardzo miło czas. Poszli na
soczek, później do parku. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Zarówno o
ważnych sprawach, jak i o tych błahych. Czuli się przy sobie bardzo
swobodnie. Odprowadził ją do domu, pocałował? Pragnął tego. Nie dlatego,
żeby ją "zaliczyć", ale żeby po prostu dotknąć jej lśniących ust.
Oddała pocałunek. Był krótki, ale na pewno na długo zapamiętany.Mateusz
nie wiedział, co się dzieje. Spędzał z nią każdy dzień, każdą wolną
chwilę. Czuł się przy niej tak błogo. Pragnął dotykać jej włosów,
całować usta, czuć jej obecność i zapach. Pomyślał to pierwszy raz, gdy
siedział z kumplami na piwie i ona weszła z koleżankami. Takie
niespodziewane spotkanie, w ogóle się nie umawiali. Wtedy, patrząc na
nią, jak tańczy i rusza biodrami, pomyślał: "O nie? To nie możliwe. To
nie może być prawda. Ja ją naprawdę kocham... kocham". Pokochał ją.
Pokochał jej słowa, oczy, czyny. Chciał być z nią na zawsze. Na
zawsze...- Ty kochasz Karolinę? Kochasz Ją? - usłyszał od swojej
najlepszej przyjaciółki, gdy powiedział, co tak naprawdę czuje. Marta -
przyjaciółka od lat. Nigdy nie popatrzyła na niego, jak na obiekt
westchnień, tak samo było z nim. Znali swoje słabości, swoje mocne
strony, każdy grzech i każde marzenie. A teraz Marta nie dowierzała
własnym uszom. Mateusz się zakochał! Casanova, jakich mało, kochał
naprawdę.- Powiedz jej to - poradziła mu Marta.- O nie. Tego nie zrobię.
Nie wiem, czy ona mnie... - podparł policzek ręką i dalej kartkował
zeszyt od biologii. Marta usiadła obok i oparła się o jego ramię.-
Mateusz, nie przejmuj się. Coś wymyślimy... Powiesz jej, nawet gdybyś
nie był pewien jej uczuć, ważne, że będzie wiedzieć, że ją kochasz. A ja
wiem, że to prawdziwa miłość, jeszcze nigdy nie powiedziałeś o żadnej
dziewczynie, że ją kochasz.W pewnym momencie zadzwonił telefon. Mateusz
sięgnął do kieszeni po komórkę i odczytał sms-a: Jestem w barze.
Wpadnij. Muszę Ci coś powiedzieć. To ważne. Karolina".Pojawił się po 10
minutach. Pocałował ją delikatnie w policzek i usiadł naprzeciw niej.-
Co się stało? - spytał naprawdę przejęty. Martwił się, że coś się stało.
Karolina siedziała smutna i zamyślona, aż w pewnej chwili rozpłakała
się, zaniosła się strasznym płaczem. Mateusz wyprowadził ją z baru.
Poszli usiąść na ich ulubioną ławkę do pobliskiego parku. Przytulił ją.
Ona wtuliła się w niego i zaczęła szlochać. Nie wiedział, co się dzieje,
co ma zrobić. Mówił, aby się uspokoiła, żeby mu powiedziała, co się
stało, a ona jeszcze bardziej płakała. W końcu usiadła i powiedziała to w
tak normalny, prosty sposób, jakby czytała książkę:- Jestem chora.
Wczoraj były ostatnie badania. Mam raka mózgu. Lekarze dają mi małe
szanse na przeżycie. Chemioterapia? chemioterapia chyba nic nie
da?Podniosła wzrok. Mateusz stał, patrzył się w jej cudownie niebieskie
oczy i płakał. Pierwszy raz. Ona ciągnęła:- Tak bardzo się cieszę, że
cię poznałam. Chociaż wiem, że jestem kolejną twoją zdobyczą... ale się
cieszę. Jesteś takim wartościowym chłopakiem. Tak bardzo... tak bardzo
cię pokochałam.Wtuliła się w niego. Przytulił ją tak bardzo mocno, jakby
ostatni raz trzymał ją w ramionach. Stali tak chwilę. Odgarnął jej
włosy i wyszeptał:- Skarbie, ja też cię kocham. Naprawdę cię kocham. Z
całego mojego serca. Tylko ciebie. Zawsze ciebie. Musisz żyć. Musisz.
Rozumiesz?- Jak to? Co? Kiedy? Ale... Tak. Przyjadę.Mateusz rzucił
telefonem o ścianę. Osunął się na ziemię, przykrył twarz dłońmi i zaczął
płakać. Jego mama weszła do kuchni. Ukucnęła przy nim, a on wyrzucił z
siebie potok słów, łkając przy tym jak małe dziecko. Umarła. Mój skarb.
Lekarze dali jej rok, minęły 3 miesiące. Umarła. A mnie przy niej nie
było...Mama przytuliła go, chociaż wiedziała, że to i tak nie pomoże.-
Mateusz? Możesz przeczytać ostatni list Karoliny?- zapytała go mama
dziewczyny.- Tak. Przeczytam.Było tyle ludzi. Wszyscy płakali. Jej ciało
było ułożone w białej trumnie. W niebieskiej sukience i w delikatnych
loczkach wyglądała jak mały anioł. Była aniołem. Każdy był tego pewien.
Mateusz stanął przy trumnie. Wyciągnął pogniecioną kartkę i zaczął
czytać."Kochani!Jestem taka słaba. Wybaczcie, że Was opuszczam. Moje
ciało, chociaż dusza... Dusza zawsze będzie z Wami.Mamo, tato, dziękuje
Wam za ciągłą opiekę i cierpliwość, to dzięki Wam zobaczyłam po raz
pierwszy słońce, to dzięki Wam jestem.Przyjaciele, kocham Was, wiecie,
prawda? Ale chcę wam to teraz powiedzieć, przez Mateusza. Kocham Was.
Zawsze będę Was kochać. To wy dawaliście mi te chwile szczęścia.
Dziękuję.Mateusz, skarbie, tak ciężko mi pisać do Ciebie. Kocham Cię.
Kocham Cię czystą miłością. Zawsze tak będzie. Pamiętaj. Będę Twoim
Aniołem Stróżem. Zawsze będę przy Tobie. Gdy będzie Ci źle wznieść oczy
ku górze, ja będę siedzieć na którejś z gwiazd. Naszych gwiazd. Będę na
Ciebie tutaj czekać. A kiedyś znów zatańczymy razem...Mamo, niech list
przeczyta Mateusz. Tylko on pewnie się teraz trzyma.Skarbie, pomagaj
moim rodzicom. Oni potrzebują teraz mnie, ale Ty jesteś częścią mnie.
Pamiętajcie wszyscy o tym...Dziękuję?Karolina?Zgniótł kartkę w dłoniach.
Zaczął płakać...- Skarbie, spotkamy się. Obiecuję Ci najwspanialszy
taniec... ?powiedział, dotykając policzka dziewczyny.Każdy podchodził do
trumny, Mateusz odszedł na bok. Usiadł na ławce, wyjął kartkę, napisał
coś?Strzał.- Mateusz!!! Nie?Marta zemdlała. Mateusz leżał w kałuży krwi.
Z pistoletem w dłoni. Łukasz, jej brat, podniósł kartkę leżącą obok.
Zaczął czytać, łkając."Wybaczcie. Wybaczycie, wiem. Poszedłem zatańczyć
pierwszy i ostatni taniec w niebie z moim aniołem. Będę z Wami. Tak samo
jak nasz skarb. Pochowajcie mnie obok Karolinki. Teraz... Proszę. Chcę
być z nią, Wybaczcie. Mamo, tato, Łukasz, trzymaj się stary. Marto.
Przepraszam rodziców Karolinki. Miałem pomóc... Opowiem Wam kiedyś we
śnie, co u nas. Obiecuję. Kocham Was, ale mojego anioła
bardziej...Mateusz?...
sobota, 22 grudnia 2012
Warto zobaczyć! Miłość od pierwszego wejrzenia +wierszyki (:zobaczcie:)
Hej!
Wesołych Świąt i miłego Sylwestra. A to wierszyki dla ukochanej osoby.
Dla Ciebie słońca cudny blask,
Dla Ciebie niebo pełne gwiazd,
Dla Ciebie wszystkie moje sny,
A dla mnie, kochanie, tylko Ty!
Wesołych Świąt Kochanie!!!
Choć nas dzielą ogromne
kilometry i przy Tobie w te
święta nie ma mnie, niech
ta kartka Ci powie, że
bardzo KOCHAM CIĘ!!!
Wesołych Świąt Misiaczku!!!
W ten piękny zimowy wieczór,
gdy gwiazdy świecą na niebie
ja pełna tęsknoty piszę tą
świąteczną kartkę do Ciebie,
by Ci wyznać szczerze, że
tylko Ciebie kocham i
nikogo więcej!!!
Wesołych Świąt Słoneczko!!!
Myślę, że sie przydały :)
Wesołych Świąt i miłego Sylwestra. A to wierszyki dla ukochanej osoby.
Dla Ciebie słońca cudny blask,
Dla Ciebie niebo pełne gwiazd,
Dla Ciebie wszystkie moje sny,
A dla mnie, kochanie, tylko Ty!
Wesołych Świąt Kochanie!!!
Choć nas dzielą ogromne
kilometry i przy Tobie w te
święta nie ma mnie, niech
ta kartka Ci powie, że
bardzo KOCHAM CIĘ!!!
Wesołych Świąt Misiaczku!!!
W ten piękny zimowy wieczór,
gdy gwiazdy świecą na niebie
ja pełna tęsknoty piszę tą
świąteczną kartkę do Ciebie,
by Ci wyznać szczerze, że
tylko Ciebie kocham i
nikogo więcej!!!
Wesołych Świąt Słoneczko!!!
Myślę, że sie przydały :)
Miłość Od Pierwszego Wejrzenia
Tomka poznałam na wakacjach, które całe spędziłam nad morzem,
pracując u mojej kuzynki w sklepie. Byłam wtedy w związku przez 3 lata,
który zalicza się raczej do tych udanych. Tak może wydać się to głupie,
że będąc z kimś tak długo a jednocześnie kochając go, zwrócić uwagę na
kogoś obcego, a jakże wyjątkowego.......
To była zwyczajna dyskoteka. Bo jaka mogła być, gdy nie było ze mną
mojego chłopaka (Darka)- nie był ze mną na wakacjach. Jednak muzyka tej
nocy była nieco inna jej rytmy wprawiały ciało w jakieś nieopętane
zmysły a oczy zaczynały błądzić daremnie po całej sali. To był szaleńczy
taniec, nawet bardzo. Muzyka techno wprawiła moje ciało w jakiś szał,
który opętał mnie na dłuższa chwilę. Tańcząc miałam zamknięte oczy, bo
po co miałam sobie psuć nastrój widokiem padniętych ludzi. Po nodze
czułam spływającą kropelkę potu... otworzyłam oczy i nie chciałam ich
już więcej zamknąć . Na wprost mnie tańczył przystojny szatyn. Mój
książę ze snów stał przede mną taki sam jak we śnie, był tak blisko a
jednocześnie tak daleko. Nasze spojrzenia spotkały się i zostały w
więzie miłości, miłości, która zrodziła się w naszych sercach od
pierwszego wejrzenia. Od chwili kiedy nasz zagubiony wzrok się spotkał. W
tej chwili nasze serca połączyły się na wieki jakąś nie rozerwalną
nicią, która dała tyle tęsknoty. To była chwila -która była jedną z tych
najważniejszych w moim życiu. Nagle poczułam powiew rzeczywistości.
Który uświadomił mi, że taki chłopak jest nie dla mnie-jest zbyt idealny
za bardzo wymarzony i wyśniony. Zamknęłam oczy, zamykając uczucie.
Oddałam się tańcu. Nagle poczułam oddech na moim gołym ramieniu. Oddech,
który wydawał mi się tak bliski i znajomy. Nie chciałam oglądać się za
siebie tak było dobrze- chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Nigdy się
nie skończyła. Usłyszałam głos, który do dziś dnia żyje w moich uszach.
To był on. Mój wymarzony książę ze snów. Zaprosił mnie na piwo ( jakże
banalne w porównaniu z działającymi się tam rzeczami). wyszliśmy na
zewnątrz. Księżyc oświetlał nasze twarze. Zatopiliśmy się w rozmowie.
Niezwykła w swej zwykłości wymiana zdań. Rozmawialiśmy długo, a nasze
słowa unosił wiatr... jednak każde z nas w podświadomości pragnęło
pocałunku, pocałunku który da nam obojgu tyle szczęścia i ukojenia.
Chwilę ta poprzedziliśmy głębokim spojrzeniem w oczy. Nagle nasze wargi
spotkały się, nasze serca połączyła miłość jakaś dziwnie piękniejsza od
pozostałych. Obydwoje nie myśleliśmy o niczym, pragnęliśmy aby ta chwila
się nigdy nie skończyła. Otumanieni pocałunkiem, wyszliśmy z dyskoteki
otuleni miłością. Udaliśmy się na plażę, a nasze kroki były niczym
uniesienia w jakimś miłosnym opowiadaniu. Weszliśmy do wody, ochłodzić
to uczucie, które dało naszym sercom tyle radości. Legliśmy na piasek,
przykrywając nim miłość, by nam nie uciekła. Znów odlecieliśmy w
pocałunku tym razem nie jednym. Depcząc piasek i zbliżając się do domu
wiedzieliśmy, że musimy się rozstać, jednak żadne z nas nie okazywało
smutku- wiedzieliśmy, że tak musi się stać. Nadszedł czas na pocałunek,
ten ostatni, który nigdy się nie powtórzy, który zamknie na zawsze tę
noc w naszych sercach. To była chwila, a jakże piękna i smutna chwila.
Ostatnie dotknięcie warg, które pragną, przecież siebie jak żadne inne,
ostatni uścisk dłoni, które , przecież pragną pozostać złączone. I
wreszcie ostatnie spojrzenie, które zapoczątkowało to coś, tę miłóśc,
która, przecież była prawdziwa.
Pozostaje wiele pytań dlaczego żadne z nas nie pomyślało o wymianie
adresów czy telefonów. Dlaczego zakochałam się będąc zakochana w kimś
innym? Dlaczego wciąż czuję jego oddech na moim ramieniu?
To była ta miłość, ta od pierwszego wejrzenia, która pozostawia w sercu
ogromny ślad... tak musiało być musieliśmy się rozstać bez słowa, bez
adresów, bez telefonów to były za błahe sprawy, by o nich wtedy myśleć.
Jedno jest pewne, że on i ja będziemy pamiętać tę noc do końca życia i
uznawać ją za ta najpiękniejszą. Skąd to wiem powiedział mi to w moich
snach....
Miłość Od Pierwszego Wejrzenia
wtorek, 4 grudnia 2012
bez tytułu
Bylo cieplo. promienie slonca grzaly jak nigdy.Nikt nie przypusczal ze w tym dniu moglo sie cos stac.A jednak te dni mialy cos w sobie pieknego i milego. A w tym sloneczna milosc. Rankiem.... szybko uporal sie ze sprzataniem. Na godz 16 byl juz gotowy do wyjscia. Umowil sie z... Chodzil z nia ponad rok.Nie mogl bez niej zyc... Byl umowiony kolo kawiarni.Gdy przyszla powital ja serdecnym pocalunkiem.... zaproponowala mu spacer. Zgodzil sie. Spacerowali po parku rozmawiali, zartowali. Byli soba tak zajeci ze nie zauwazyli jak robi sie ciemno
- Nie wiem jak Ci to powiedziec,ale ja Cie kocham.
- Ja tez Cie kocham - powiedzial i przytulił sie do niej.
- Kocham Cie moja najdrozsza. Jestes tylko moja nikogo wiecej.
To bylo piekne. Spotykali sie czesto.
***
Zaczela go unikac. On udawal , ze to nieprawda. Kochal ja i to go
oslepilo. Wiedzial ze juz ma innego. Byla wtedy taka jak jakiej nie
chcial znac. Ktoregos dnia spotkali sie na ulicy.
- Czesc- powiedziala.
Odpowiedzial jej, ale glos jego drzal. Zrozumiala ze on wie o wszystkim.Bala sie jakby zrobila cos zlego.
- Nie jestem taki jak o mnie myslisz. Kocham Cie i chce abys byla szczesliwa ale Ty tego nie chcesz.Niszczysz siebie i swoich przyjaciol, bo wierzysz tylko w siebie- mowil drzacym glosem.
Nie rozumiala jego slow. Chciala cos powiedziec ale z jego oczu plynely lzy. I tak sie rozstali...
***
Kiedys byl wiecznie wesoly dlatego nazywali go chlopakiem radosci,a teraz to chlopak smutku.... - Co Ci jest?
Nie chcial powiedziec.
- I tak mi nie pomozecie. Jestem w krainie smutku i tam pozostame...
Po raz pierwszy widzielismy jego lzy. Kiedy wracalismy z zabawy....zaprosil nas do siebie. Polozyl sie na tapczanie i zaczal mowic o roznych sprawach. nagle chwycil sie za kark i zaczal jeczec. Szybko zawiadomilismy pogotowie. Lekarz stwierdzil atak serca z wyczerpania.bedzie zyl jeszcze jeden dzien.Siedzielismy przy nim caly czas. odzyskal przytomnosc. Pierwsze slowo wypowiedziane przez....to prosil abym zostal tylko ja.Gdy wszyscy wyszli dlugo rozmawial o niej.
- Dzis odejde z tego świata... bede mial 18 lat...
Nie mógł mówic. Wymawial tylko końcówki Nie wiem czy z bolu czy dlatego ze musiał odejść - ale raczej z obu przyczyn.
- Pozdrow go ode mnie. Nie zapomnij powiedziec ze zycie jest piekne i nikt go nie przelamie nawet moje lzy.
Powiedzial jeszcze dwa zdania.
- Nie goncie go za to,gdy bedzie mu źle pomozcie mu. Prosze was.
Do pokoju weszli wszyscy...mowil dalej.
- Mam 18 lat i trudno mi odejsc tak daleko. Czy tak musi byc?
Jego lzy laly sie na poduszke.
- Przelamalem wiele przeszkod,ale teraz jest ostatnia i najtrudniejsza. Odchodze od was juz na zawsze nie zobaczmy sie juz nigdy ale pamietajcie ze kiedys bylem pelny radosci,a teraz jej nie mam. gdy bede mial 20 lat powiedz jej niech polozy na moj grob bialy gozdzik i nie mowcie o niczym wiecej. Czuje ze mnie cos ciagnie. Mamo kochana komu zrobilam krzywde?tato kochany czy ja musze od was odejsc? Ja chce zyc razem z wami. Nie chce umierac.
Trzymal kurczowo moja reke. Plakal z bolu. Nagle puscil mnie i rzekl :
- Niestety ale zapomnijcie o mnie. Nie martwcie sie kochani. Zycie sie wam ulozy. Zycze wam szczescia kochani,szkoda,że nie moge sie pozegnac z... Ona jest teraz daleko ale to dobrze teraz napewno pocalowala swojego chlopaka tak jak mnie przed paroma miesiacami.Zegnaj.... Zegnajcie kochani i ja zawsze bede o was pamietal. Zegnaj O..... - nie skonczyl
Umarl o 24. W tym dniu skonczyl 18 lat. Przyjechlem do domu w drodze spotkalem ...Byla wesola jak zawsze.
- Co jest? Wygladasz jakbys calą noc nie spal- spytala.
- Dokad idziesz?
- Do kolegi.
- Co robilaś o 24? Bylas z chlopakiem i calowalas go o tej porze?
Byla zdziwiona.
- Skad o tym wiesz?
Ja dziwilem sie ...skad o tym wiedzial.
- Ach masz pozdrowienia od...
- A dawno go nie widzialam podrow go.
- Za pozno moglas to zrobic wczesniej,mniej by cierpial.
- A co sie stalo zachorowal?
- Ach zeby tylko cieszylbym sie razem z Toba. Ale niestety zachorowal a Ty go zabilas. Powoli wylamywalas mu rece nogi i w koncu zostalo tylko serce. Lecz Ty jestes zbyt skapa. Zabralas mu wszystko. Zniszczylas i zostaly tylko wspomnienia . Widzialem jak nie chcial odejsc...Chcial zyc. Wiesz jaki byl ten chlopak tak go nienawidzilas.
- Powiedz co sie stalo? Chyba nie chcesz powiedziec ze.... umarl.
- Tak .... umarl. Jedyna prosba do Ciebie to masz mu polozyc bialy gozdzik gdy bedzie mial 20 lat.
Pierwszy raz zobaczylem w jej oczach lzy. Plakala jak dziecko ale zebrala sie szybko i pojechala do ..... Wpadla do mieszkania i ujrzalala zwloki chlopaka w czarnyn slubnym garniturze.Teraz byl usmiechniety. Uklekla kolo niego i pocalowala go.Teraz kiedy nie zyl pokochala go bardziej ale bylo za pozno...
- Kocham Cie - krzyknela kilka razy.
- Slyszysz? Kocham Cie!!!
Bylo cicho. Usta jej drzaly. Plakala cichym glosem.
- Nie placz.Wstan... Nie zyje. Zapomnij o nim. On Cie nie slyszy...
- Nie ja pojde za nim.
Wziela noz i przebila sobie serce. Upadla kolo zwlok chlopaka. Wokolo nich rozlala sie krew. Teraz laczyla ich prawdziwa milosc.
***
Gdy ukonczyl 20 lat polozylismy mu bialy gozdzik ktory miala mu polozyc...
Nienarodzony cz.2
Hellow!
Nie pisałam przez kilka dni, nie bez przyczyny. Andzia nawaliła na bloga tyle opowiadań, że dałam sb spokój i czas byście to przeczytali, ale myslę, że już moge wstawic notkę :)
Nienarodzony cz.2
31 dzień z życia
Słyszałem rozmowę moich rodziców... Teraz dotarły do mnie słowa Taty. Stwierdził, że trzeba 'usunąć' problem....nie wiem co to znaczy,ale na pewno nie jest to nic dobrego....To ja jestem tym problemem? Nie wierzę...Przecież moja Mama mnie kocha i nie pozwoli zrobić mi krzywdy. To oczywiste...
Nadzieja,ale i rozpacz...
37 dzien z życia
Teraz rozumiem...moi rodzice mnie nie chcą. Nie chcą zebym żył. Słyszałem dziś rozmowę mojej Mamy z jej przyjaciółka,Marzeną. Mama płakała, mówiła że nie wie co robić, że to dla niej trudne. Zwierzyła się, że przeze mnie będzie musiała zrezygnować ze studiów,że zniszczę jej życie. Twierdziła, że jest za młoda na dziecko,nie poradzi sobie z wychowaniem.Naprawdę,bardzo chciałaby mieć dziecko,ale że, to nie jest odpowiedni moment w jej życiu. To dla niej bardzo trudna decyzja. Płakała,zwierzała się,że w pierwszej chwili była zdecydowana urodzić,pokonać wszystkie przeszkody,poradzić sobie ze wszystkimi kłodami rzucanymi jej pod nogi...Ale po rozmowie z Arturem,czuje sie rozdarta. Wie,że jest on nieodpowiedzialnym człowiekiem,ale ona nadal bardzo go kocha. Wiem,to dla niej ciężkie.Ale! Czy ona nie myśli o tym, co ja czuję?! Marzena milczała przez dłuższą chwilę. Aż w końcu wybuchła.Krzyczała: ,,Karolina,dziewczyno, jak możesz odebrać życie temu dziecku,nie dając nawet szansy poznania świata? Nie poznaję Cię!!! Zawsze byłaś przeciwna aborcji! Nie masz prawa decydować o życiu i śmierci,od tego jest Bóg! Żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi życia! Tyle razy rozmawiałysmy o karze śmierci dla zwyrodnialców którzy z zimną krwią zabijają niewinnych ludzi! A teraz,Ty,moja najlepsza przyjaciółka, chcesz zamordować małą bezbronną istotkę! To tak jakbyś zabiła część siebie.Dziecko, które chcesz zabić, jest przecież częścią Ciebie i mężczyzny którego kochasz! Wyobrażasz sobie ,że usuniesz tę ciążę i na drugi dzień o wszystkim zapomnisz?! Nie łudz sie! Każdego dnia,każdej minuty,będziesz myślała,czy byłby to chłopiec czy dziewczynka. Będziesz się zastanawiać:do kogo byłoby podobne? Ile by teraz miało lat? Jaki kolor miałyby jego oczy?! A kiedy przechodząc,w drodze do pracy,w pobliżu placu zabaw,będziesz widziała inne,wesoło bawiące się dzieci-będziesz myślała o tym które zabiłaś! Tak! ZABIŁAŚ!!! Wstydż sie,Karolina! Odpowiedz szczerze:chciałabyś żeby Twoja mama myślała tak, jak Ty,23lata temu?! Chciałabyś, żeby Cię ,,usunęła'' i w tak okrutny sposób pozbyła się problemu?! '' .Stwierdziła także że słowo ''usunąć'' łagodzi to co naprawde oznacza-morderstwo. Po tym słowotoku Mama wstała i bez słowa wybiegła z mieszkania Marzeny, zanosząc się płaczem. Postanowiła wybrać się do księdza, wieloletniego przyjaciela rodziny...Jest załamana. Mamo,czemu mi to robisz? Pozwól mi żyć!
Przerażenie...
40 dzień z życia
Po raz pierwszy jestem w kościele...Słyszę ciszę i cichą modlitwę mojej Mamy. Prosi Boga,aby jej pomógł. Nie wie, co robić...Poszła na plebanię,aby porozmawiać z księdzem. Jej dłonie drżały,podobnie jak głos. Był zupełnie inny niż zazwyczaj. Pełen rozpaczy,niepewności,a także bólu...Jest kompletnie zdezorientowana. Opowiadała o mnie, rzewnie płacząc przy tym. Mówiła że wie,że nie ma prawa decydować o tym, czy pozwolić komuś żyć. Ale także chciałaby skończyć studia,oszczędzić wstydu rodzinie. Nieślubne dziecko w małym miasteczku byłoby prawdziwą skandalem. Duszpasterz powiedział że wg Kościoła aborcja jest zabójstwem,grzechem śmiertelnym. Uświadamiał mojej Mamie że aborcja stanowi akt zabójstwa bezbronnej osoby ludzkiej i jest zarazem krańcowym przejawem ideologii pogardy dla życia ludzkiego ,,Karolinko,wiem że jest ci teraz bardzo,bardzo ciężko.Zacytuję Ci słowa Katechizmu Kościoła Katolickiego:' Życie ludzkie od chwili poczęcia winno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia (...)'
Jego głos był spokojny,ale stanowczy .Zapytał Mamę, czy na pewno pamięta jak brzmi piąte przykazanie Dekalogu. Mama szepnęła cicho, ale wyrażnie: ,,nie zabijaj '' a po jej policzkach płynęły łzy.
Wiedział, że nie może mamie niczego nakazać,prosił tylko ,żeby przemyślała swoja decyzję...Decyzję, która odbije się na całym jej życiu,niezależnie od tego, jaka ona będzie. Czasem myślę,że może bedzie lepiej, jeśli się nie urodzę? Jak poradzę sobie z myślą że najbliżsi ludzie na świecie chcieli mnie zabić?! Że oni mnie po prostu nie chcą?! Że mnie nie kochają?! Bez miłości będę niczym...
Bezsilność...
Nadzieja...
Nadzieja na życie...
Nadzieja na miłość..
42 dzień mojego życia
Mama nie spała całą noc.Płakała.Nadal nie wiem, co się dzieje...Słyszę, jak otwieraja sie drzwi gabinetu lekarskiego. Słyszę słowa mojej Mamy. Nazywa mnie ,,problemem". Lekarz mówi że ''szybciutko' może sie pozbyć tego problemu. Tanio.Opłata za śmierć. Ta okrutna rozpacz. Ta gorycz...Co to znaczy? Czy moja Mama chce mnie zabić? Mamo błagam,chcę żyć!!! BŁAGAM! To boli....Kręci mi sie w głowie,wszystko zaczyna wirować. Mamo co się dzieje?! Mamo,pomóż! Pomóż mi! Ten nieprawdopodobny ból!!! Bardzo boli....Wiem,nie słyszysz mojego głosu.Niemego wołania o pomoc...Krzyku starchu,bezbronności i ciszy...
Tu nie liczy sie czasu...
Mamo...? Mamo czemu mnie zabiłaś?! Czemu nie pozwoliłaś mi żyć? Tak bardzo chciałem zobaczyć świat. Ten las, w którym tak często spedzałaś czas...Spędzaliśmy go razem,chociaż Ty o tym nie wiedziałaś. Jestem pewny (tak...tak,byłem chłopcem...) że nie zapomnisz mnie do końca życia,Mamo..Tam, gdzie jestem, jest mi dobrze...Kocham Cię,Mamo
Smutne, co nie??
Klaudia
Nie pisałam przez kilka dni, nie bez przyczyny. Andzia nawaliła na bloga tyle opowiadań, że dałam sb spokój i czas byście to przeczytali, ale myslę, że już moge wstawic notkę :)
Nienarodzony cz.2
31 dzień z życia
Słyszałem rozmowę moich rodziców... Teraz dotarły do mnie słowa Taty. Stwierdził, że trzeba 'usunąć' problem....nie wiem co to znaczy,ale na pewno nie jest to nic dobrego....To ja jestem tym problemem? Nie wierzę...Przecież moja Mama mnie kocha i nie pozwoli zrobić mi krzywdy. To oczywiste...
Nadzieja,ale i rozpacz...37 dzien z życia
Teraz rozumiem...moi rodzice mnie nie chcą. Nie chcą zebym żył. Słyszałem dziś rozmowę mojej Mamy z jej przyjaciółka,Marzeną. Mama płakała, mówiła że nie wie co robić, że to dla niej trudne. Zwierzyła się, że przeze mnie będzie musiała zrezygnować ze studiów,że zniszczę jej życie. Twierdziła, że jest za młoda na dziecko,nie poradzi sobie z wychowaniem.Naprawdę,bardzo chciałaby mieć dziecko,ale że, to nie jest odpowiedni moment w jej życiu. To dla niej bardzo trudna decyzja. Płakała,zwierzała się,że w pierwszej chwili była zdecydowana urodzić,pokonać wszystkie przeszkody,poradzić sobie ze wszystkimi kłodami rzucanymi jej pod nogi...Ale po rozmowie z Arturem,czuje sie rozdarta. Wie,że jest on nieodpowiedzialnym człowiekiem,ale ona nadal bardzo go kocha. Wiem,to dla niej ciężkie.Ale! Czy ona nie myśli o tym, co ja czuję?! Marzena milczała przez dłuższą chwilę. Aż w końcu wybuchła.Krzyczała: ,,Karolina,dziewczyno, jak możesz odebrać życie temu dziecku,nie dając nawet szansy poznania świata? Nie poznaję Cię!!! Zawsze byłaś przeciwna aborcji! Nie masz prawa decydować o życiu i śmierci,od tego jest Bóg! Żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi życia! Tyle razy rozmawiałysmy o karze śmierci dla zwyrodnialców którzy z zimną krwią zabijają niewinnych ludzi! A teraz,Ty,moja najlepsza przyjaciółka, chcesz zamordować małą bezbronną istotkę! To tak jakbyś zabiła część siebie.Dziecko, które chcesz zabić, jest przecież częścią Ciebie i mężczyzny którego kochasz! Wyobrażasz sobie ,że usuniesz tę ciążę i na drugi dzień o wszystkim zapomnisz?! Nie łudz sie! Każdego dnia,każdej minuty,będziesz myślała,czy byłby to chłopiec czy dziewczynka. Będziesz się zastanawiać:do kogo byłoby podobne? Ile by teraz miało lat? Jaki kolor miałyby jego oczy?! A kiedy przechodząc,w drodze do pracy,w pobliżu placu zabaw,będziesz widziała inne,wesoło bawiące się dzieci-będziesz myślała o tym które zabiłaś! Tak! ZABIŁAŚ!!! Wstydż sie,Karolina! Odpowiedz szczerze:chciałabyś żeby Twoja mama myślała tak, jak Ty,23lata temu?! Chciałabyś, żeby Cię ,,usunęła'' i w tak okrutny sposób pozbyła się problemu?! '' .Stwierdziła także że słowo ''usunąć'' łagodzi to co naprawde oznacza-morderstwo. Po tym słowotoku Mama wstała i bez słowa wybiegła z mieszkania Marzeny, zanosząc się płaczem. Postanowiła wybrać się do księdza, wieloletniego przyjaciela rodziny...Jest załamana. Mamo,czemu mi to robisz? Pozwól mi żyć!
Przerażenie...
40 dzień z życia
Po raz pierwszy jestem w kościele...Słyszę ciszę i cichą modlitwę mojej Mamy. Prosi Boga,aby jej pomógł. Nie wie, co robić...Poszła na plebanię,aby porozmawiać z księdzem. Jej dłonie drżały,podobnie jak głos. Był zupełnie inny niż zazwyczaj. Pełen rozpaczy,niepewności,a także bólu...Jest kompletnie zdezorientowana. Opowiadała o mnie, rzewnie płacząc przy tym. Mówiła że wie,że nie ma prawa decydować o tym, czy pozwolić komuś żyć. Ale także chciałaby skończyć studia,oszczędzić wstydu rodzinie. Nieślubne dziecko w małym miasteczku byłoby prawdziwą skandalem. Duszpasterz powiedział że wg Kościoła aborcja jest zabójstwem,grzechem śmiertelnym. Uświadamiał mojej Mamie że aborcja stanowi akt zabójstwa bezbronnej osoby ludzkiej i jest zarazem krańcowym przejawem ideologii pogardy dla życia ludzkiego ,,Karolinko,wiem że jest ci teraz bardzo,bardzo ciężko.Zacytuję Ci słowa Katechizmu Kościoła Katolickiego:' Życie ludzkie od chwili poczęcia winno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia (...)'
Jego głos był spokojny,ale stanowczy .Zapytał Mamę, czy na pewno pamięta jak brzmi piąte przykazanie Dekalogu. Mama szepnęła cicho, ale wyrażnie: ,,nie zabijaj '' a po jej policzkach płynęły łzy.
Wiedział, że nie może mamie niczego nakazać,prosił tylko ,żeby przemyślała swoja decyzję...Decyzję, która odbije się na całym jej życiu,niezależnie od tego, jaka ona będzie. Czasem myślę,że może bedzie lepiej, jeśli się nie urodzę? Jak poradzę sobie z myślą że najbliżsi ludzie na świecie chcieli mnie zabić?! Że oni mnie po prostu nie chcą?! Że mnie nie kochają?! Bez miłości będę niczym...
Bezsilność...
Nadzieja...
Nadzieja na życie...
Nadzieja na miłość..
42 dzień mojego życia
Mama nie spała całą noc.Płakała.Nadal nie wiem, co się dzieje...Słyszę, jak otwieraja sie drzwi gabinetu lekarskiego. Słyszę słowa mojej Mamy. Nazywa mnie ,,problemem". Lekarz mówi że ''szybciutko' może sie pozbyć tego problemu. Tanio.Opłata za śmierć. Ta okrutna rozpacz. Ta gorycz...Co to znaczy? Czy moja Mama chce mnie zabić? Mamo błagam,chcę żyć!!! BŁAGAM! To boli....Kręci mi sie w głowie,wszystko zaczyna wirować. Mamo co się dzieje?! Mamo,pomóż! Pomóż mi! Ten nieprawdopodobny ból!!! Bardzo boli....Wiem,nie słyszysz mojego głosu.Niemego wołania o pomoc...Krzyku starchu,bezbronności i ciszy...
Tu nie liczy sie czasu...
Mamo...? Mamo czemu mnie zabiłaś?! Czemu nie pozwoliłaś mi żyć? Tak bardzo chciałem zobaczyć świat. Ten las, w którym tak często spedzałaś czas...Spędzaliśmy go razem,chociaż Ty o tym nie wiedziałaś. Jestem pewny (tak...tak,byłem chłopcem...) że nie zapomnisz mnie do końca życia,Mamo..Tam, gdzie jestem, jest mi dobrze...Kocham Cię,Mamo
Smutne, co nie??
Klaudia
sobota, 1 grudnia 2012
Ania/Arek
Przedstawienie postaci:
Ania: rozpieszczona. Ma 16 lat, blond włosy do pasa i niebieskie oczy.
Adrian: chłopak Ani. Ma 16 lat. Jest brunetem o brązowych oczach. .
Arek:nowy uczeń w szkole, Różni się od reszty uczniów tym, że nie jest bogaty. Brunet z zielonymi oczami.
Dawid- brat Ani. Gra w zespole, często go nie ma w domu. Ma 21lat.
Rodzice Ani:
Mama: lekarka, która tylko widzi w swoim życiu pracę. Mało kiedy jest w domu.
Tata: biznesmen. Ma sieć sklepów z butami i obuwiem. Tak jak mama Ani stawia pracę na pierwszym miejsu.
Wstęp:
Ania mieszka w Warszawie. W willi. Jest trochę rozpieszczoną dziewczyną. Zawsze ma co chce. Ma psa o imieniu Rudolf. Jest on jej najlepszym przyjacielem. W domu zajmuje się nią gosposia Emilia. Jest ona miłą osóbką. Ma jednego syna o imieniu Arek. Tak to właśnie ten chłopak, który co przybył do szkoły.
1 wrzesień
- Aniu pora wstawać! Dzisiaj pierwszy dzień szkoły! - zawołała z dołu Emila.
- Już wstaję. - odparła Ania.
„No tak pierwszy dzień w szkole. Ciekawe co się wydarzy w tym roku? ”- pomyślała Ania.
Wstała, ubrała się w czarną miniówkę(w tej szkole każdy ubierał się jak chce) , bokserkę na to żakiet i 10- centymetrowe obcasy, czarne. Oczywiście ostry make- up. Poszła na dół. Na dole była już Emilia z gotowym śniadaniem.
- Cooo? Haha. Myślisz, że zjem to obrzydlistwo? - odparła Ania.
- Przecież zawsze lubiłaś grzanki na śniadanie. - odparła ździwiona Emilia.
- No i co z tego? Rodzice nie płacą Ci za myślenie tylko za to, abyś spełniała moje zachcianki! ! Więc jak przyjdę po szkolę chcę mieć na obiad tort lodowy! Rozumiesz? Żadnych ciepłych obiadków! !
- Aleee. .
- Żadnego”ale”. Kurwa czy ja nie mówię po polsku?
- Dobrze, jak sobie życzysz.
- Hahaha myślisz, że możesz mi na „ty”mówić? Nieee, nie możesz. Innym gosposiom nie pozwoliłam tak mówić, to i tobie nie pozwolę.
- Dobrze, proszę pani.
- Widzisz i można się nauczyć? ! - odparła Ania i wyszła na dwór.
Weszła do limuzyna i ruszyła w drogę, która prowadzi do szkoły. Po drodze kazała szoferowi, aby się zatrzymał koło domu jej chłopaka, tak i uczynił. Zatrzymali się i wszedł do limuzyny jej chłopak. Oczywiście zaraz zabrał się za całowanie Ani po każdej części ciała. Ania uwielbiała to. Szczególnie kiedy ona mogła nim dyrygować. O nie, nie pozwoli mu, aby on robił z nią co chciał. W końcu Ani znudziły się pieszczoty i kazała mu przestać. Jednak Adrian nie miał chęci tego kończyć. Ania wzięła i walnęła chłopaka kolanem w przyrodzenie. A on na to odparł:
- Pojebało Cię?
- Masz przestać kiedy Ci każę.
- Hahaha chyba śnisz?
- Nie, nie śnię. Dla Ciebie powinien być zaszczyt, że chodzę z Tobą. Takich jak ty mogę mieć pełno. Chcesz być szanowany w tej szkole?
- Ja już jestem szanowany! To ty chcesz przy mnie się lansować.
. - Hahaha, ale z Cb idiota!
- Kochanie uważaj z kim zadzierasz!
- Ty jesteś jakiś psychiczny. .
- Nie, tylko moja dziewczyna ma być dla mnie miła! Rozumiesz?
- No to ja się na nią nie nadaję! Zrywam z Tobą! Jak ulgaa. .
- Cooo? To ja z Tobą zrywam!
- Hahahahhhahahaha. Chciałbyś ze mną się nie zrywa! NIE WIEDZIAŁEŚ o tym?
Dojechali do szkoły. Adrian szybko wyszedł z limuzyny i powiedział na głos:
- Ogłaszam Wszystkim! Słuchacie?
Tłum uczniów zebrał się koło limuzyny.
- Zrywam z Tobą Anno.
- Hahaha o Boże zaraz się popłaczę. .
- Płacz, płacz. . . W końcu nie codziennie chodzisz z takim przystojniakiem jak ja.
- Właśnie. . i z takim kłamcą. Kochaniutki, myślisz, że ja nie nagrałam naszej rozmowy jak ja z tobą zrywam?
- Udowodnij to! - odparł lekko zdenerwowany Adrian.
- Proszę bardzo.
Ania wyciągnęła telefon i puściła nagranie. Adrian cały czerwony odrzekł do ucha Anki:
- Jeszcze mnie popamiętasz! Nie zadziera się ze mną!
I odszedł szybkim krokiem do szkoły.
-----------
POZDRAWIAM CZYTELNIKÓW
Od przyjaciół po zakochanych cz.2
Od przyjaciół po zakochanych - część 2 (dawna nazwa przyjaciele)
Po chwili mama była już gotowa. Po jakiś 20 minutach były już w galerii.
-Skrabie...-Tak mamo?
-A ty byś nie chciała no wiesz... Jakiś butów na lekkim obcasie albo koturnie?
-Wiesz mamo, że wolę niskie buty.
-Wiem, ale wiesz tak może na jakieś imprezy lub inne okazje mogłabyś ubrać wyższe buty...
-W sumie... Ale tylko jak będą jakieś tańsze...
-Oczywiście skarbie. Chodź poszukamy czegoś dla ciebie - uśmiechnęła się mama.
Długo chodziły po sklepach, ale żadne buty aż tak się Kasi nie spodobały. Dziewczyna kupiła sobie tylko łańcuszek i idealnie pasujące do niego bransoletki, za to mama kupiła sobie bluzkę.
Po jakieś godzinie chodzenia postanowiły iść na kawę.
-Mniam, ale dobra ta kawa... - powiedziała Kaśka.
-No niesamowicie. Przepyszna!
-Mamo... Chcę ci się jeszcze chodzić?
-Mi jak najbardziej, a tobie?
-Teeż... Chciałabym jednak te buty - zaśmiała sie Kasia.
-No widzisz... Wypijemy i ruszamy na łowy.
-Okey.
Wypiły i ruszyły "na łowy" jak to powiedziała mama Kasi. Po niecałych 20 minutach Kasia ujrzała śliczne, czarno-brązowe buty na lekkim koturnie.
-Mamo patrz na te! Jakie one śliczne!'
-Masz rację. Wchodzimy.
Kasia przymierzyła je i okazało się, że jest to ostatnia para leżąca na jej nodze jak ulał, więc bez zastanowienia kupiły je.
-Mamo bardzo ci dziękuję - powiedziała Kasia dając mamie buziaka w policzek.
-Nie ma za co skarbie. Może jedziemy już do domu bo jeszcze musisz się wyszykować na imprezę?
-Okey.
Po powrocie do domu była już 15.45 a Darek przychodził po Kasię o 17.00. Dziewczyna od razu ubrała się w swoją kobaltową sukienkę i nowiutkie czarno-brązowe koturny oraz nowe dodatki czyli łańcuszek i bransoletki. Kiedy już to zrobiła poszła się pomalować tuszem do rzęs i błyszczykiem. Potem wyprostowała włosy i spięła je u góry spinką. Była już 16.45. Pokazała się jeszcze mamie.
-I jak wyglądam?
-Ślicznie córciu, naprawdę.
-Dziękuję.
Nagle zadzwonił dzwonek. To był Darek. Serce Kasi zaczęło bić mocniej. Otworzyła dzwi.
-Cze... Łoł. - zaniemówił Darek.
-Cześć. Co "łoł"? - uśmiechnęła się Kasia.
-Wyglądasz... no... ślicznie.
-Przesadzasz... - Kasi zrobiło się strasznie ciepło na duchu.
-Wcale że nie. Buty na koturnie? Od kiedy? - uśmiechnął się Darek.
-Od dzisiaj :P
-Dzień dobry Darku.
-Dzień dobry pani Gosiu.
-Idziecie już dzieci?
-Tak właśnie wychodzimy - powiedział Darek.
-Dobrze, od razu zakluczę dzwi bo idę do sąsiadki. Bawcie się dobrze, i wróć o północy Kasiu.
-Dobrze mamo. Paa.
-Do widzenia.
-Do widzenia dzieci, do widzenia...
Kiedy szli do kuzyna Darka cały czas rozmawiali – o wszystkim i o niczym. Droga szybko im minęła i już byli na miejscu.
Na imprezie każdy świetnie się bawił. Darek i Kasia cały czas trzymali się siebie, ale po jakimś czasie Kasia poszła do swoich koleżanek a Darek do swoich kolegów. Jednak Kasia mało co z nimi rozmawiała. W pewnym momencie, gdy patrzyła się w stronę Darka ich spojrzenia się spotkały. Zawstydzeni obrócili się w inne strony. Po chwili do Kasi podszedł Darek:
-Zatańczysz?
-Wiesz, że nie umiem tańczyć.
-Wiem, ja też nie umiem. No proooszę.
-Ok, ok.
Tańczyli tak i tańczyli. Gdy szybka piosenka się skończyła i poleciała wolniejsza Darek zapytał się Kasi:
-Masz jeszcze troche siły by potańczyć?
-Jasne, nie ma sprawy.
Kasia przytuliła się do Darka. Było jej dobrze, jak jeszcze nigdy… Chciała aby ta chwila nigdy się nie skończyła…
Przyjaciele - część 1.
Przyjaciele - część 1.
Był letni poranek. 16-letnia Kasia wstała o godzinie 7.00. Poszła się umyć, ubrać i zjeść śniadanie. Rodzice jeszcze spali. Przez 6 dni w tygodniu naprawdę ciężko pracowali, więc w niedziele zawsze spali co najmniej do 10.00. Kasia już o 8.00 siedziała przy telewizorze. Nagle zadzwoniła jej komórka.-Halo?
-Cześć Kasia, śpisz?
To był 16-letni Darek, jej najlepszy przyjaciel. Tylko przyjaciel, w którym Kasia od paru miesięcy była zakochana. Ale mu o tym nie powiedziała, bała się, że zniszczy najlepszą na świecie przyjaźń.
-Nie, nie śpię, wiesz że w niedzielę wstaję bardzo wcześnie.
-Wiem, ale wolę się upewnić. Co dzisiaj robisz?
-Dzisiaj nic, nie mam planów.
-A to świetnie. Bo mój kuzyn urządza dzisiaj imprezę. Może pójdziesz ze mną?
Kasia była w siódmym niebie.
-Chętnie, ale o której?
-Przyjdę po ciebie o 17.00. Ok?
-Ok, spoko.
-To no ja już będę kończył. Do zobaczenia.
-Na razie.
"Nie mogę w to uwierzyć! Jak ja się cieszę!" myślała Kasia. Od razu wyłączyła telewizor i poszła do pokoju myśląc w co się ubrać na imprezę. Sukienka i balerinki czy szorty, t-shirt i trampki? Postanowiła, że dzisiaj ubierze sukienkę.
Dzisiaj rodzice wstali już o 8.30. Kasia akurat szykowała ciuchy.
-Cześć skarbie, co robisz? - powiedziała zaspana jeszcze mama.
-O cześć mamo. Przepraszam jeśli cię obudziłam. Ja szykuję ciuchy, bo Darek zaprosił mnie na imprezę do jego kuzyna. Mogę iść?
-Jasne, a co ubierasz?
-Myślę, że sukienkę i balerinki.
-No to super! O której idziecie?
-Darek przychodzi po mnie o 17.00
-Okey. Idę do kuchni zrobić sobie kawę.
-Okeey.
Kasia była gotowa na imprezę. Chabrowa sukienka sięgająca przed kolana, do tego czarne balerinki i dodatki. "Jest ok" pomyślała.
Zeszła na dół. Mama piła kawę a tata brał prysznic.
-Mamo robimy coś dzisiaj po południu?
-Może wybierzemy się do centurm? Co ty na to? Bo tata idzie do kolegi na mecz.
-Jasne, czemu nie. O 10.00?
-Nie ma sprawy skarbie. Zaraz się ogarnę i jedziemy - powiedziała mama uśmiechając się.
Pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)