czwartek, 27 grudnia 2012
Ona i On:*
Siema piszę za jutro :) Bardzo was proszę by polubić tę strone na fb prosze: http://www.facebook.com/JedyneCoMozesz/photos_stream
Ona - ciągle uśmiechnięta, roztrzepana, szalona. Miała pełno pomysłów na
każdy dzień, na każdy wieczór. To zawsze ona rozruszała każdą imprezę,
nawet tę najsłabszą i nudną. Miała wielu przyjaciół. Kochała ich z
całego serca. Potrafiła nie spać całą noc, słuchając w słuchawce, jak
jej najlepsza przyjaciółka opowiada o najcudowniejszej randce, jaką
kiedykolwiek przeżyła. Szczupła blondynka, duże niebieskie oczy...
czasami wyglądała jak anioł. Na ulicy każdy chłopak się za nią obejrzał.
Uśmiechała się i szła dalej. Dla niej wygląd nie miał znaczenia.
Pielęgnowała to, co w środku. A "tu" też była aniołem. Pomocna, uczynna.
Okaz energii. Ona, Karolina.- On uwielbiał imprezy, dziewczyny, alkohol
i szybką jazdę. Nauka szła mu ciężko, ale był chłopakiem bystrym i
inteligentnym. Wianuszek dziewczyn otaczał go już pod koniec gimnazjum, a
gdy poszedł do liceum, zmieniał dziewczyny jak skarpetki. W miesiącu
miał kilka. Bawił się nimi. Każdy to mówił i wiedział. Jednak mimo to
miał wielu przyjaciół, którzy nie pochwalali jego zachowania, ale
wiedzieli, że to przecież jego życie. Trudno było mu się oprzeć. Wysoki,
wysportowany, ciemny blondyn. Niebieskie oczy i słodki uśmiech
przyciągały każdą dziewczynę. Kumple uwielbiali w nim to, że kochał
dobrą zabawę i wiedzieli, że zawsze mogą do niego przyjść, gdy rzuciła
ich laska. Był lojalny wobec przyjaciół. Nigdy nie odbił dziewczyny
swojego kumpla. Nie potrafił. Nawet, gdy ona chciała, on odmawiał,
krzycząc na nią, co sobie wyobraża, zdradzając jego przyjaciela. On,
Mateusz.Jak się poznali? Mateusza wyrzucili z liceum, w którym obecnie
się uczył. Przenieśli go do klasy, w której była Karolina. Dziewczyna
pamięta ten dzień, gdy Mateusz wszedł do sali. Każda z jej koleżanek od
razu poprawiła włosy i uśmiechnęła się najsłodziej, jak potrafiła. On z
niewinnym uśmieszkiem usiadł za Karoliną. Już wiedział, którą dziewczynę
"zaliczy" jako pierwszą. Zawsze miał swój plan. Podszedł do Karoliny na
długiej przerwie. Poprawił koszulę i wyszczerzył lśniące zęby.
Przedstawił się i pocałował ją w dłoń. Każda dziewczyna patrzyła na tą
scenę z zazdrością w oczach. Rozmawiali o jego poprzedniej szkole, o
tej. Był miły i czarujący. Potrafił urzec dziewczynę w 20 minutWeszli
razem do klasy, usiedli razem w ławce. Tak było przez najbliższy
tydzień, aż Mateusz poprosił Karolinę, aby się z nim umówiła. Nie
zgodziła się. Odeszła, pozostawiając Mateusza otępiałego, wpatrującego
się w jej postać odchodzącą powolnym krokiem. Nie poddał się. Jeszcze
żadna dziewczyna mu nie odmówiła. Wiedział, że wreszcie dojdzie do ich
randki. Nie mylił się. Krążył koło Karoliny 2 tygodnie, aż wreszcie
dziewczyna zgodziła się spotkać.Spędzili bardzo miło czas. Poszli na
soczek, później do parku. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Zarówno o
ważnych sprawach, jak i o tych błahych. Czuli się przy sobie bardzo
swobodnie. Odprowadził ją do domu, pocałował? Pragnął tego. Nie dlatego,
żeby ją "zaliczyć", ale żeby po prostu dotknąć jej lśniących ust.
Oddała pocałunek. Był krótki, ale na pewno na długo zapamiętany.Mateusz
nie wiedział, co się dzieje. Spędzał z nią każdy dzień, każdą wolną
chwilę. Czuł się przy niej tak błogo. Pragnął dotykać jej włosów,
całować usta, czuć jej obecność i zapach. Pomyślał to pierwszy raz, gdy
siedział z kumplami na piwie i ona weszła z koleżankami. Takie
niespodziewane spotkanie, w ogóle się nie umawiali. Wtedy, patrząc na
nią, jak tańczy i rusza biodrami, pomyślał: "O nie? To nie możliwe. To
nie może być prawda. Ja ją naprawdę kocham... kocham". Pokochał ją.
Pokochał jej słowa, oczy, czyny. Chciał być z nią na zawsze. Na
zawsze...- Ty kochasz Karolinę? Kochasz Ją? - usłyszał od swojej
najlepszej przyjaciółki, gdy powiedział, co tak naprawdę czuje. Marta -
przyjaciółka od lat. Nigdy nie popatrzyła na niego, jak na obiekt
westchnień, tak samo było z nim. Znali swoje słabości, swoje mocne
strony, każdy grzech i każde marzenie. A teraz Marta nie dowierzała
własnym uszom. Mateusz się zakochał! Casanova, jakich mało, kochał
naprawdę.- Powiedz jej to - poradziła mu Marta.- O nie. Tego nie zrobię.
Nie wiem, czy ona mnie... - podparł policzek ręką i dalej kartkował
zeszyt od biologii. Marta usiadła obok i oparła się o jego ramię.-
Mateusz, nie przejmuj się. Coś wymyślimy... Powiesz jej, nawet gdybyś
nie był pewien jej uczuć, ważne, że będzie wiedzieć, że ją kochasz. A ja
wiem, że to prawdziwa miłość, jeszcze nigdy nie powiedziałeś o żadnej
dziewczynie, że ją kochasz.W pewnym momencie zadzwonił telefon. Mateusz
sięgnął do kieszeni po komórkę i odczytał sms-a: Jestem w barze.
Wpadnij. Muszę Ci coś powiedzieć. To ważne. Karolina".Pojawił się po 10
minutach. Pocałował ją delikatnie w policzek i usiadł naprzeciw niej.-
Co się stało? - spytał naprawdę przejęty. Martwił się, że coś się stało.
Karolina siedziała smutna i zamyślona, aż w pewnej chwili rozpłakała
się, zaniosła się strasznym płaczem. Mateusz wyprowadził ją z baru.
Poszli usiąść na ich ulubioną ławkę do pobliskiego parku. Przytulił ją.
Ona wtuliła się w niego i zaczęła szlochać. Nie wiedział, co się dzieje,
co ma zrobić. Mówił, aby się uspokoiła, żeby mu powiedziała, co się
stało, a ona jeszcze bardziej płakała. W końcu usiadła i powiedziała to w
tak normalny, prosty sposób, jakby czytała książkę:- Jestem chora.
Wczoraj były ostatnie badania. Mam raka mózgu. Lekarze dają mi małe
szanse na przeżycie. Chemioterapia? chemioterapia chyba nic nie
da?Podniosła wzrok. Mateusz stał, patrzył się w jej cudownie niebieskie
oczy i płakał. Pierwszy raz. Ona ciągnęła:- Tak bardzo się cieszę, że
cię poznałam. Chociaż wiem, że jestem kolejną twoją zdobyczą... ale się
cieszę. Jesteś takim wartościowym chłopakiem. Tak bardzo... tak bardzo
cię pokochałam.Wtuliła się w niego. Przytulił ją tak bardzo mocno, jakby
ostatni raz trzymał ją w ramionach. Stali tak chwilę. Odgarnął jej
włosy i wyszeptał:- Skarbie, ja też cię kocham. Naprawdę cię kocham. Z
całego mojego serca. Tylko ciebie. Zawsze ciebie. Musisz żyć. Musisz.
Rozumiesz?- Jak to? Co? Kiedy? Ale... Tak. Przyjadę.Mateusz rzucił
telefonem o ścianę. Osunął się na ziemię, przykrył twarz dłońmi i zaczął
płakać. Jego mama weszła do kuchni. Ukucnęła przy nim, a on wyrzucił z
siebie potok słów, łkając przy tym jak małe dziecko. Umarła. Mój skarb.
Lekarze dali jej rok, minęły 3 miesiące. Umarła. A mnie przy niej nie
było...Mama przytuliła go, chociaż wiedziała, że to i tak nie pomoże.-
Mateusz? Możesz przeczytać ostatni list Karoliny?- zapytała go mama
dziewczyny.- Tak. Przeczytam.Było tyle ludzi. Wszyscy płakali. Jej ciało
było ułożone w białej trumnie. W niebieskiej sukience i w delikatnych
loczkach wyglądała jak mały anioł. Była aniołem. Każdy był tego pewien.
Mateusz stanął przy trumnie. Wyciągnął pogniecioną kartkę i zaczął
czytać."Kochani!Jestem taka słaba. Wybaczcie, że Was opuszczam. Moje
ciało, chociaż dusza... Dusza zawsze będzie z Wami.Mamo, tato, dziękuje
Wam za ciągłą opiekę i cierpliwość, to dzięki Wam zobaczyłam po raz
pierwszy słońce, to dzięki Wam jestem.Przyjaciele, kocham Was, wiecie,
prawda? Ale chcę wam to teraz powiedzieć, przez Mateusza. Kocham Was.
Zawsze będę Was kochać. To wy dawaliście mi te chwile szczęścia.
Dziękuję.Mateusz, skarbie, tak ciężko mi pisać do Ciebie. Kocham Cię.
Kocham Cię czystą miłością. Zawsze tak będzie. Pamiętaj. Będę Twoim
Aniołem Stróżem. Zawsze będę przy Tobie. Gdy będzie Ci źle wznieść oczy
ku górze, ja będę siedzieć na którejś z gwiazd. Naszych gwiazd. Będę na
Ciebie tutaj czekać. A kiedyś znów zatańczymy razem...Mamo, niech list
przeczyta Mateusz. Tylko on pewnie się teraz trzyma.Skarbie, pomagaj
moim rodzicom. Oni potrzebują teraz mnie, ale Ty jesteś częścią mnie.
Pamiętajcie wszyscy o tym...Dziękuję?Karolina?Zgniótł kartkę w dłoniach.
Zaczął płakać...- Skarbie, spotkamy się. Obiecuję Ci najwspanialszy
taniec... ?powiedział, dotykając policzka dziewczyny.Każdy podchodził do
trumny, Mateusz odszedł na bok. Usiadł na ławce, wyjął kartkę, napisał
coś?Strzał.- Mateusz!!! Nie?Marta zemdlała. Mateusz leżał w kałuży krwi.
Z pistoletem w dłoni. Łukasz, jej brat, podniósł kartkę leżącą obok.
Zaczął czytać, łkając."Wybaczcie. Wybaczycie, wiem. Poszedłem zatańczyć
pierwszy i ostatni taniec w niebie z moim aniołem. Będę z Wami. Tak samo
jak nasz skarb. Pochowajcie mnie obok Karolinki. Teraz... Proszę. Chcę
być z nią, Wybaczcie. Mamo, tato, Łukasz, trzymaj się stary. Marto.
Przepraszam rodziców Karolinki. Miałem pomóc... Opowiem Wam kiedyś we
śnie, co u nas. Obiecuję. Kocham Was, ale mojego anioła
bardziej...Mateusz?...
sobota, 22 grudnia 2012
Warto zobaczyć! Miłość od pierwszego wejrzenia +wierszyki (:zobaczcie:)
Hej!
Wesołych Świąt i miłego Sylwestra. A to wierszyki dla ukochanej osoby.
Dla Ciebie słońca cudny blask,
Dla Ciebie niebo pełne gwiazd,
Dla Ciebie wszystkie moje sny,
A dla mnie, kochanie, tylko Ty!
Wesołych Świąt Kochanie!!!
Choć nas dzielą ogromne
kilometry i przy Tobie w te
święta nie ma mnie, niech
ta kartka Ci powie, że
bardzo KOCHAM CIĘ!!!
Wesołych Świąt Misiaczku!!!
W ten piękny zimowy wieczór,
gdy gwiazdy świecą na niebie
ja pełna tęsknoty piszę tą
świąteczną kartkę do Ciebie,
by Ci wyznać szczerze, że
tylko Ciebie kocham i
nikogo więcej!!!
Wesołych Świąt Słoneczko!!!
Myślę, że sie przydały :)
Wesołych Świąt i miłego Sylwestra. A to wierszyki dla ukochanej osoby.
Dla Ciebie słońca cudny blask,
Dla Ciebie niebo pełne gwiazd,
Dla Ciebie wszystkie moje sny,
A dla mnie, kochanie, tylko Ty!
Wesołych Świąt Kochanie!!!
Choć nas dzielą ogromne
kilometry i przy Tobie w te
święta nie ma mnie, niech
ta kartka Ci powie, że
bardzo KOCHAM CIĘ!!!
Wesołych Świąt Misiaczku!!!
W ten piękny zimowy wieczór,
gdy gwiazdy świecą na niebie
ja pełna tęsknoty piszę tą
świąteczną kartkę do Ciebie,
by Ci wyznać szczerze, że
tylko Ciebie kocham i
nikogo więcej!!!
Wesołych Świąt Słoneczko!!!
Myślę, że sie przydały :)
Miłość Od Pierwszego Wejrzenia
Tomka poznałam na wakacjach, które całe spędziłam nad morzem,
pracując u mojej kuzynki w sklepie. Byłam wtedy w związku przez 3 lata,
który zalicza się raczej do tych udanych. Tak może wydać się to głupie,
że będąc z kimś tak długo a jednocześnie kochając go, zwrócić uwagę na
kogoś obcego, a jakże wyjątkowego.......
To była zwyczajna dyskoteka. Bo jaka mogła być, gdy nie było ze mną
mojego chłopaka (Darka)- nie był ze mną na wakacjach. Jednak muzyka tej
nocy była nieco inna jej rytmy wprawiały ciało w jakieś nieopętane
zmysły a oczy zaczynały błądzić daremnie po całej sali. To był szaleńczy
taniec, nawet bardzo. Muzyka techno wprawiła moje ciało w jakiś szał,
który opętał mnie na dłuższa chwilę. Tańcząc miałam zamknięte oczy, bo
po co miałam sobie psuć nastrój widokiem padniętych ludzi. Po nodze
czułam spływającą kropelkę potu... otworzyłam oczy i nie chciałam ich
już więcej zamknąć . Na wprost mnie tańczył przystojny szatyn. Mój
książę ze snów stał przede mną taki sam jak we śnie, był tak blisko a
jednocześnie tak daleko. Nasze spojrzenia spotkały się i zostały w
więzie miłości, miłości, która zrodziła się w naszych sercach od
pierwszego wejrzenia. Od chwili kiedy nasz zagubiony wzrok się spotkał. W
tej chwili nasze serca połączyły się na wieki jakąś nie rozerwalną
nicią, która dała tyle tęsknoty. To była chwila -która była jedną z tych
najważniejszych w moim życiu. Nagle poczułam powiew rzeczywistości.
Który uświadomił mi, że taki chłopak jest nie dla mnie-jest zbyt idealny
za bardzo wymarzony i wyśniony. Zamknęłam oczy, zamykając uczucie.
Oddałam się tańcu. Nagle poczułam oddech na moim gołym ramieniu. Oddech,
który wydawał mi się tak bliski i znajomy. Nie chciałam oglądać się za
siebie tak było dobrze- chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Nigdy się
nie skończyła. Usłyszałam głos, który do dziś dnia żyje w moich uszach.
To był on. Mój wymarzony książę ze snów. Zaprosił mnie na piwo ( jakże
banalne w porównaniu z działającymi się tam rzeczami). wyszliśmy na
zewnątrz. Księżyc oświetlał nasze twarze. Zatopiliśmy się w rozmowie.
Niezwykła w swej zwykłości wymiana zdań. Rozmawialiśmy długo, a nasze
słowa unosił wiatr... jednak każde z nas w podświadomości pragnęło
pocałunku, pocałunku który da nam obojgu tyle szczęścia i ukojenia.
Chwilę ta poprzedziliśmy głębokim spojrzeniem w oczy. Nagle nasze wargi
spotkały się, nasze serca połączyła miłość jakaś dziwnie piękniejsza od
pozostałych. Obydwoje nie myśleliśmy o niczym, pragnęliśmy aby ta chwila
się nigdy nie skończyła. Otumanieni pocałunkiem, wyszliśmy z dyskoteki
otuleni miłością. Udaliśmy się na plażę, a nasze kroki były niczym
uniesienia w jakimś miłosnym opowiadaniu. Weszliśmy do wody, ochłodzić
to uczucie, które dało naszym sercom tyle radości. Legliśmy na piasek,
przykrywając nim miłość, by nam nie uciekła. Znów odlecieliśmy w
pocałunku tym razem nie jednym. Depcząc piasek i zbliżając się do domu
wiedzieliśmy, że musimy się rozstać, jednak żadne z nas nie okazywało
smutku- wiedzieliśmy, że tak musi się stać. Nadszedł czas na pocałunek,
ten ostatni, który nigdy się nie powtórzy, który zamknie na zawsze tę
noc w naszych sercach. To była chwila, a jakże piękna i smutna chwila.
Ostatnie dotknięcie warg, które pragną, przecież siebie jak żadne inne,
ostatni uścisk dłoni, które , przecież pragną pozostać złączone. I
wreszcie ostatnie spojrzenie, które zapoczątkowało to coś, tę miłóśc,
która, przecież była prawdziwa.
Pozostaje wiele pytań dlaczego żadne z nas nie pomyślało o wymianie
adresów czy telefonów. Dlaczego zakochałam się będąc zakochana w kimś
innym? Dlaczego wciąż czuję jego oddech na moim ramieniu?
To była ta miłość, ta od pierwszego wejrzenia, która pozostawia w sercu
ogromny ślad... tak musiało być musieliśmy się rozstać bez słowa, bez
adresów, bez telefonów to były za błahe sprawy, by o nich wtedy myśleć.
Jedno jest pewne, że on i ja będziemy pamiętać tę noc do końca życia i
uznawać ją za ta najpiękniejszą. Skąd to wiem powiedział mi to w moich
snach....
Miłość Od Pierwszego Wejrzenia
wtorek, 4 grudnia 2012
bez tytułu
Bylo cieplo. promienie slonca grzaly jak nigdy.Nikt nie przypusczal ze w tym dniu moglo sie cos stac.A jednak te dni mialy cos w sobie pieknego i milego. A w tym sloneczna milosc. Rankiem.... szybko uporal sie ze sprzataniem. Na godz 16 byl juz gotowy do wyjscia. Umowil sie z... Chodzil z nia ponad rok.Nie mogl bez niej zyc... Byl umowiony kolo kawiarni.Gdy przyszla powital ja serdecnym pocalunkiem.... zaproponowala mu spacer. Zgodzil sie. Spacerowali po parku rozmawiali, zartowali. Byli soba tak zajeci ze nie zauwazyli jak robi sie ciemno
- Nie wiem jak Ci to powiedziec,ale ja Cie kocham.
- Ja tez Cie kocham - powiedzial i przytulił sie do niej.
- Kocham Cie moja najdrozsza. Jestes tylko moja nikogo wiecej.
To bylo piekne. Spotykali sie czesto.
***
Zaczela go unikac. On udawal , ze to nieprawda. Kochal ja i to go
oslepilo. Wiedzial ze juz ma innego. Byla wtedy taka jak jakiej nie
chcial znac. Ktoregos dnia spotkali sie na ulicy.
- Czesc- powiedziala.
Odpowiedzial jej, ale glos jego drzal. Zrozumiala ze on wie o wszystkim.Bala sie jakby zrobila cos zlego.
- Nie jestem taki jak o mnie myslisz. Kocham Cie i chce abys byla szczesliwa ale Ty tego nie chcesz.Niszczysz siebie i swoich przyjaciol, bo wierzysz tylko w siebie- mowil drzacym glosem.
Nie rozumiala jego slow. Chciala cos powiedziec ale z jego oczu plynely lzy. I tak sie rozstali...
***
Kiedys byl wiecznie wesoly dlatego nazywali go chlopakiem radosci,a teraz to chlopak smutku.... - Co Ci jest?
Nie chcial powiedziec.
- I tak mi nie pomozecie. Jestem w krainie smutku i tam pozostame...
Po raz pierwszy widzielismy jego lzy. Kiedy wracalismy z zabawy....zaprosil nas do siebie. Polozyl sie na tapczanie i zaczal mowic o roznych sprawach. nagle chwycil sie za kark i zaczal jeczec. Szybko zawiadomilismy pogotowie. Lekarz stwierdzil atak serca z wyczerpania.bedzie zyl jeszcze jeden dzien.Siedzielismy przy nim caly czas. odzyskal przytomnosc. Pierwsze slowo wypowiedziane przez....to prosil abym zostal tylko ja.Gdy wszyscy wyszli dlugo rozmawial o niej.
- Dzis odejde z tego świata... bede mial 18 lat...
Nie mógł mówic. Wymawial tylko końcówki Nie wiem czy z bolu czy dlatego ze musiał odejść - ale raczej z obu przyczyn.
- Pozdrow go ode mnie. Nie zapomnij powiedziec ze zycie jest piekne i nikt go nie przelamie nawet moje lzy.
Powiedzial jeszcze dwa zdania.
- Nie goncie go za to,gdy bedzie mu źle pomozcie mu. Prosze was.
Do pokoju weszli wszyscy...mowil dalej.
- Mam 18 lat i trudno mi odejsc tak daleko. Czy tak musi byc?
Jego lzy laly sie na poduszke.
- Przelamalem wiele przeszkod,ale teraz jest ostatnia i najtrudniejsza. Odchodze od was juz na zawsze nie zobaczmy sie juz nigdy ale pamietajcie ze kiedys bylem pelny radosci,a teraz jej nie mam. gdy bede mial 20 lat powiedz jej niech polozy na moj grob bialy gozdzik i nie mowcie o niczym wiecej. Czuje ze mnie cos ciagnie. Mamo kochana komu zrobilam krzywde?tato kochany czy ja musze od was odejsc? Ja chce zyc razem z wami. Nie chce umierac.
Trzymal kurczowo moja reke. Plakal z bolu. Nagle puscil mnie i rzekl :
- Niestety ale zapomnijcie o mnie. Nie martwcie sie kochani. Zycie sie wam ulozy. Zycze wam szczescia kochani,szkoda,że nie moge sie pozegnac z... Ona jest teraz daleko ale to dobrze teraz napewno pocalowala swojego chlopaka tak jak mnie przed paroma miesiacami.Zegnaj.... Zegnajcie kochani i ja zawsze bede o was pamietal. Zegnaj O..... - nie skonczyl
Umarl o 24. W tym dniu skonczyl 18 lat. Przyjechlem do domu w drodze spotkalem ...Byla wesola jak zawsze.
- Co jest? Wygladasz jakbys calą noc nie spal- spytala.
- Dokad idziesz?
- Do kolegi.
- Co robilaś o 24? Bylas z chlopakiem i calowalas go o tej porze?
Byla zdziwiona.
- Skad o tym wiesz?
Ja dziwilem sie ...skad o tym wiedzial.
- Ach masz pozdrowienia od...
- A dawno go nie widzialam podrow go.
- Za pozno moglas to zrobic wczesniej,mniej by cierpial.
- A co sie stalo zachorowal?
- Ach zeby tylko cieszylbym sie razem z Toba. Ale niestety zachorowal a Ty go zabilas. Powoli wylamywalas mu rece nogi i w koncu zostalo tylko serce. Lecz Ty jestes zbyt skapa. Zabralas mu wszystko. Zniszczylas i zostaly tylko wspomnienia . Widzialem jak nie chcial odejsc...Chcial zyc. Wiesz jaki byl ten chlopak tak go nienawidzilas.
- Powiedz co sie stalo? Chyba nie chcesz powiedziec ze.... umarl.
- Tak .... umarl. Jedyna prosba do Ciebie to masz mu polozyc bialy gozdzik gdy bedzie mial 20 lat.
Pierwszy raz zobaczylem w jej oczach lzy. Plakala jak dziecko ale zebrala sie szybko i pojechala do ..... Wpadla do mieszkania i ujrzalala zwloki chlopaka w czarnyn slubnym garniturze.Teraz byl usmiechniety. Uklekla kolo niego i pocalowala go.Teraz kiedy nie zyl pokochala go bardziej ale bylo za pozno...
- Kocham Cie - krzyknela kilka razy.
- Slyszysz? Kocham Cie!!!
Bylo cicho. Usta jej drzaly. Plakala cichym glosem.
- Nie placz.Wstan... Nie zyje. Zapomnij o nim. On Cie nie slyszy...
- Nie ja pojde za nim.
Wziela noz i przebila sobie serce. Upadla kolo zwlok chlopaka. Wokolo nich rozlala sie krew. Teraz laczyla ich prawdziwa milosc.
***
Gdy ukonczyl 20 lat polozylismy mu bialy gozdzik ktory miala mu polozyc...
Nienarodzony cz.2
Hellow!
Nie pisałam przez kilka dni, nie bez przyczyny. Andzia nawaliła na bloga tyle opowiadań, że dałam sb spokój i czas byście to przeczytali, ale myslę, że już moge wstawic notkę :)
Nienarodzony cz.2
31 dzień z życia
Słyszałem rozmowę moich rodziców... Teraz dotarły do mnie słowa Taty. Stwierdził, że trzeba 'usunąć' problem....nie wiem co to znaczy,ale na pewno nie jest to nic dobrego....To ja jestem tym problemem? Nie wierzę...Przecież moja Mama mnie kocha i nie pozwoli zrobić mi krzywdy. To oczywiste...
Nadzieja,ale i rozpacz...
37 dzien z życia
Teraz rozumiem...moi rodzice mnie nie chcą. Nie chcą zebym żył. Słyszałem dziś rozmowę mojej Mamy z jej przyjaciółka,Marzeną. Mama płakała, mówiła że nie wie co robić, że to dla niej trudne. Zwierzyła się, że przeze mnie będzie musiała zrezygnować ze studiów,że zniszczę jej życie. Twierdziła, że jest za młoda na dziecko,nie poradzi sobie z wychowaniem.Naprawdę,bardzo chciałaby mieć dziecko,ale że, to nie jest odpowiedni moment w jej życiu. To dla niej bardzo trudna decyzja. Płakała,zwierzała się,że w pierwszej chwili była zdecydowana urodzić,pokonać wszystkie przeszkody,poradzić sobie ze wszystkimi kłodami rzucanymi jej pod nogi...Ale po rozmowie z Arturem,czuje sie rozdarta. Wie,że jest on nieodpowiedzialnym człowiekiem,ale ona nadal bardzo go kocha. Wiem,to dla niej ciężkie.Ale! Czy ona nie myśli o tym, co ja czuję?! Marzena milczała przez dłuższą chwilę. Aż w końcu wybuchła.Krzyczała: ,,Karolina,dziewczyno, jak możesz odebrać życie temu dziecku,nie dając nawet szansy poznania świata? Nie poznaję Cię!!! Zawsze byłaś przeciwna aborcji! Nie masz prawa decydować o życiu i śmierci,od tego jest Bóg! Żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi życia! Tyle razy rozmawiałysmy o karze śmierci dla zwyrodnialców którzy z zimną krwią zabijają niewinnych ludzi! A teraz,Ty,moja najlepsza przyjaciółka, chcesz zamordować małą bezbronną istotkę! To tak jakbyś zabiła część siebie.Dziecko, które chcesz zabić, jest przecież częścią Ciebie i mężczyzny którego kochasz! Wyobrażasz sobie ,że usuniesz tę ciążę i na drugi dzień o wszystkim zapomnisz?! Nie łudz sie! Każdego dnia,każdej minuty,będziesz myślała,czy byłby to chłopiec czy dziewczynka. Będziesz się zastanawiać:do kogo byłoby podobne? Ile by teraz miało lat? Jaki kolor miałyby jego oczy?! A kiedy przechodząc,w drodze do pracy,w pobliżu placu zabaw,będziesz widziała inne,wesoło bawiące się dzieci-będziesz myślała o tym które zabiłaś! Tak! ZABIŁAŚ!!! Wstydż sie,Karolina! Odpowiedz szczerze:chciałabyś żeby Twoja mama myślała tak, jak Ty,23lata temu?! Chciałabyś, żeby Cię ,,usunęła'' i w tak okrutny sposób pozbyła się problemu?! '' .Stwierdziła także że słowo ''usunąć'' łagodzi to co naprawde oznacza-morderstwo. Po tym słowotoku Mama wstała i bez słowa wybiegła z mieszkania Marzeny, zanosząc się płaczem. Postanowiła wybrać się do księdza, wieloletniego przyjaciela rodziny...Jest załamana. Mamo,czemu mi to robisz? Pozwól mi żyć!
Przerażenie...
40 dzień z życia
Po raz pierwszy jestem w kościele...Słyszę ciszę i cichą modlitwę mojej Mamy. Prosi Boga,aby jej pomógł. Nie wie, co robić...Poszła na plebanię,aby porozmawiać z księdzem. Jej dłonie drżały,podobnie jak głos. Był zupełnie inny niż zazwyczaj. Pełen rozpaczy,niepewności,a także bólu...Jest kompletnie zdezorientowana. Opowiadała o mnie, rzewnie płacząc przy tym. Mówiła że wie,że nie ma prawa decydować o tym, czy pozwolić komuś żyć. Ale także chciałaby skończyć studia,oszczędzić wstydu rodzinie. Nieślubne dziecko w małym miasteczku byłoby prawdziwą skandalem. Duszpasterz powiedział że wg Kościoła aborcja jest zabójstwem,grzechem śmiertelnym. Uświadamiał mojej Mamie że aborcja stanowi akt zabójstwa bezbronnej osoby ludzkiej i jest zarazem krańcowym przejawem ideologii pogardy dla życia ludzkiego ,,Karolinko,wiem że jest ci teraz bardzo,bardzo ciężko.Zacytuję Ci słowa Katechizmu Kościoła Katolickiego:' Życie ludzkie od chwili poczęcia winno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia (...)'
Jego głos był spokojny,ale stanowczy .Zapytał Mamę, czy na pewno pamięta jak brzmi piąte przykazanie Dekalogu. Mama szepnęła cicho, ale wyrażnie: ,,nie zabijaj '' a po jej policzkach płynęły łzy.
Wiedział, że nie może mamie niczego nakazać,prosił tylko ,żeby przemyślała swoja decyzję...Decyzję, która odbije się na całym jej życiu,niezależnie od tego, jaka ona będzie. Czasem myślę,że może bedzie lepiej, jeśli się nie urodzę? Jak poradzę sobie z myślą że najbliżsi ludzie na świecie chcieli mnie zabić?! Że oni mnie po prostu nie chcą?! Że mnie nie kochają?! Bez miłości będę niczym...
Bezsilność...
Nadzieja...
Nadzieja na życie...
Nadzieja na miłość..
42 dzień mojego życia
Mama nie spała całą noc.Płakała.Nadal nie wiem, co się dzieje...Słyszę, jak otwieraja sie drzwi gabinetu lekarskiego. Słyszę słowa mojej Mamy. Nazywa mnie ,,problemem". Lekarz mówi że ''szybciutko' może sie pozbyć tego problemu. Tanio.Opłata za śmierć. Ta okrutna rozpacz. Ta gorycz...Co to znaczy? Czy moja Mama chce mnie zabić? Mamo błagam,chcę żyć!!! BŁAGAM! To boli....Kręci mi sie w głowie,wszystko zaczyna wirować. Mamo co się dzieje?! Mamo,pomóż! Pomóż mi! Ten nieprawdopodobny ból!!! Bardzo boli....Wiem,nie słyszysz mojego głosu.Niemego wołania o pomoc...Krzyku starchu,bezbronności i ciszy...
Tu nie liczy sie czasu...
Mamo...? Mamo czemu mnie zabiłaś?! Czemu nie pozwoliłaś mi żyć? Tak bardzo chciałem zobaczyć świat. Ten las, w którym tak często spedzałaś czas...Spędzaliśmy go razem,chociaż Ty o tym nie wiedziałaś. Jestem pewny (tak...tak,byłem chłopcem...) że nie zapomnisz mnie do końca życia,Mamo..Tam, gdzie jestem, jest mi dobrze...Kocham Cię,Mamo
Smutne, co nie??
Klaudia
Nie pisałam przez kilka dni, nie bez przyczyny. Andzia nawaliła na bloga tyle opowiadań, że dałam sb spokój i czas byście to przeczytali, ale myslę, że już moge wstawic notkę :)
Nienarodzony cz.2
31 dzień z życia
Słyszałem rozmowę moich rodziców... Teraz dotarły do mnie słowa Taty. Stwierdził, że trzeba 'usunąć' problem....nie wiem co to znaczy,ale na pewno nie jest to nic dobrego....To ja jestem tym problemem? Nie wierzę...Przecież moja Mama mnie kocha i nie pozwoli zrobić mi krzywdy. To oczywiste...
Nadzieja,ale i rozpacz...37 dzien z życia
Teraz rozumiem...moi rodzice mnie nie chcą. Nie chcą zebym żył. Słyszałem dziś rozmowę mojej Mamy z jej przyjaciółka,Marzeną. Mama płakała, mówiła że nie wie co robić, że to dla niej trudne. Zwierzyła się, że przeze mnie będzie musiała zrezygnować ze studiów,że zniszczę jej życie. Twierdziła, że jest za młoda na dziecko,nie poradzi sobie z wychowaniem.Naprawdę,bardzo chciałaby mieć dziecko,ale że, to nie jest odpowiedni moment w jej życiu. To dla niej bardzo trudna decyzja. Płakała,zwierzała się,że w pierwszej chwili była zdecydowana urodzić,pokonać wszystkie przeszkody,poradzić sobie ze wszystkimi kłodami rzucanymi jej pod nogi...Ale po rozmowie z Arturem,czuje sie rozdarta. Wie,że jest on nieodpowiedzialnym człowiekiem,ale ona nadal bardzo go kocha. Wiem,to dla niej ciężkie.Ale! Czy ona nie myśli o tym, co ja czuję?! Marzena milczała przez dłuższą chwilę. Aż w końcu wybuchła.Krzyczała: ,,Karolina,dziewczyno, jak możesz odebrać życie temu dziecku,nie dając nawet szansy poznania świata? Nie poznaję Cię!!! Zawsze byłaś przeciwna aborcji! Nie masz prawa decydować o życiu i śmierci,od tego jest Bóg! Żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi życia! Tyle razy rozmawiałysmy o karze śmierci dla zwyrodnialców którzy z zimną krwią zabijają niewinnych ludzi! A teraz,Ty,moja najlepsza przyjaciółka, chcesz zamordować małą bezbronną istotkę! To tak jakbyś zabiła część siebie.Dziecko, które chcesz zabić, jest przecież częścią Ciebie i mężczyzny którego kochasz! Wyobrażasz sobie ,że usuniesz tę ciążę i na drugi dzień o wszystkim zapomnisz?! Nie łudz sie! Każdego dnia,każdej minuty,będziesz myślała,czy byłby to chłopiec czy dziewczynka. Będziesz się zastanawiać:do kogo byłoby podobne? Ile by teraz miało lat? Jaki kolor miałyby jego oczy?! A kiedy przechodząc,w drodze do pracy,w pobliżu placu zabaw,będziesz widziała inne,wesoło bawiące się dzieci-będziesz myślała o tym które zabiłaś! Tak! ZABIŁAŚ!!! Wstydż sie,Karolina! Odpowiedz szczerze:chciałabyś żeby Twoja mama myślała tak, jak Ty,23lata temu?! Chciałabyś, żeby Cię ,,usunęła'' i w tak okrutny sposób pozbyła się problemu?! '' .Stwierdziła także że słowo ''usunąć'' łagodzi to co naprawde oznacza-morderstwo. Po tym słowotoku Mama wstała i bez słowa wybiegła z mieszkania Marzeny, zanosząc się płaczem. Postanowiła wybrać się do księdza, wieloletniego przyjaciela rodziny...Jest załamana. Mamo,czemu mi to robisz? Pozwól mi żyć!
Przerażenie...
40 dzień z życia
Po raz pierwszy jestem w kościele...Słyszę ciszę i cichą modlitwę mojej Mamy. Prosi Boga,aby jej pomógł. Nie wie, co robić...Poszła na plebanię,aby porozmawiać z księdzem. Jej dłonie drżały,podobnie jak głos. Był zupełnie inny niż zazwyczaj. Pełen rozpaczy,niepewności,a także bólu...Jest kompletnie zdezorientowana. Opowiadała o mnie, rzewnie płacząc przy tym. Mówiła że wie,że nie ma prawa decydować o tym, czy pozwolić komuś żyć. Ale także chciałaby skończyć studia,oszczędzić wstydu rodzinie. Nieślubne dziecko w małym miasteczku byłoby prawdziwą skandalem. Duszpasterz powiedział że wg Kościoła aborcja jest zabójstwem,grzechem śmiertelnym. Uświadamiał mojej Mamie że aborcja stanowi akt zabójstwa bezbronnej osoby ludzkiej i jest zarazem krańcowym przejawem ideologii pogardy dla życia ludzkiego ,,Karolinko,wiem że jest ci teraz bardzo,bardzo ciężko.Zacytuję Ci słowa Katechizmu Kościoła Katolickiego:' Życie ludzkie od chwili poczęcia winno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia (...)'
Jego głos był spokojny,ale stanowczy .Zapytał Mamę, czy na pewno pamięta jak brzmi piąte przykazanie Dekalogu. Mama szepnęła cicho, ale wyrażnie: ,,nie zabijaj '' a po jej policzkach płynęły łzy.
Wiedział, że nie może mamie niczego nakazać,prosił tylko ,żeby przemyślała swoja decyzję...Decyzję, która odbije się na całym jej życiu,niezależnie od tego, jaka ona będzie. Czasem myślę,że może bedzie lepiej, jeśli się nie urodzę? Jak poradzę sobie z myślą że najbliżsi ludzie na świecie chcieli mnie zabić?! Że oni mnie po prostu nie chcą?! Że mnie nie kochają?! Bez miłości będę niczym...
Bezsilność...
Nadzieja...
Nadzieja na życie...
Nadzieja na miłość..
42 dzień mojego życia
Mama nie spała całą noc.Płakała.Nadal nie wiem, co się dzieje...Słyszę, jak otwieraja sie drzwi gabinetu lekarskiego. Słyszę słowa mojej Mamy. Nazywa mnie ,,problemem". Lekarz mówi że ''szybciutko' może sie pozbyć tego problemu. Tanio.Opłata za śmierć. Ta okrutna rozpacz. Ta gorycz...Co to znaczy? Czy moja Mama chce mnie zabić? Mamo błagam,chcę żyć!!! BŁAGAM! To boli....Kręci mi sie w głowie,wszystko zaczyna wirować. Mamo co się dzieje?! Mamo,pomóż! Pomóż mi! Ten nieprawdopodobny ból!!! Bardzo boli....Wiem,nie słyszysz mojego głosu.Niemego wołania o pomoc...Krzyku starchu,bezbronności i ciszy...
Tu nie liczy sie czasu...
Mamo...? Mamo czemu mnie zabiłaś?! Czemu nie pozwoliłaś mi żyć? Tak bardzo chciałem zobaczyć świat. Ten las, w którym tak często spedzałaś czas...Spędzaliśmy go razem,chociaż Ty o tym nie wiedziałaś. Jestem pewny (tak...tak,byłem chłopcem...) że nie zapomnisz mnie do końca życia,Mamo..Tam, gdzie jestem, jest mi dobrze...Kocham Cię,Mamo
Smutne, co nie??
Klaudia
sobota, 1 grudnia 2012
Ania/Arek
Przedstawienie postaci:
Ania: rozpieszczona. Ma 16 lat, blond włosy do pasa i niebieskie oczy.
Adrian: chłopak Ani. Ma 16 lat. Jest brunetem o brązowych oczach. .
Arek:nowy uczeń w szkole, Różni się od reszty uczniów tym, że nie jest bogaty. Brunet z zielonymi oczami.
Dawid- brat Ani. Gra w zespole, często go nie ma w domu. Ma 21lat.
Rodzice Ani:
Mama: lekarka, która tylko widzi w swoim życiu pracę. Mało kiedy jest w domu.
Tata: biznesmen. Ma sieć sklepów z butami i obuwiem. Tak jak mama Ani stawia pracę na pierwszym miejsu.
Wstęp:
Ania mieszka w Warszawie. W willi. Jest trochę rozpieszczoną dziewczyną. Zawsze ma co chce. Ma psa o imieniu Rudolf. Jest on jej najlepszym przyjacielem. W domu zajmuje się nią gosposia Emilia. Jest ona miłą osóbką. Ma jednego syna o imieniu Arek. Tak to właśnie ten chłopak, który co przybył do szkoły.
1 wrzesień
- Aniu pora wstawać! Dzisiaj pierwszy dzień szkoły! - zawołała z dołu Emila.
- Już wstaję. - odparła Ania.
„No tak pierwszy dzień w szkole. Ciekawe co się wydarzy w tym roku? ”- pomyślała Ania.
Wstała, ubrała się w czarną miniówkę(w tej szkole każdy ubierał się jak chce) , bokserkę na to żakiet i 10- centymetrowe obcasy, czarne. Oczywiście ostry make- up. Poszła na dół. Na dole była już Emilia z gotowym śniadaniem.
- Cooo? Haha. Myślisz, że zjem to obrzydlistwo? - odparła Ania.
- Przecież zawsze lubiłaś grzanki na śniadanie. - odparła ździwiona Emilia.
- No i co z tego? Rodzice nie płacą Ci za myślenie tylko za to, abyś spełniała moje zachcianki! ! Więc jak przyjdę po szkolę chcę mieć na obiad tort lodowy! Rozumiesz? Żadnych ciepłych obiadków! !
- Aleee. .
- Żadnego”ale”. Kurwa czy ja nie mówię po polsku?
- Dobrze, jak sobie życzysz.
- Hahaha myślisz, że możesz mi na „ty”mówić? Nieee, nie możesz. Innym gosposiom nie pozwoliłam tak mówić, to i tobie nie pozwolę.
- Dobrze, proszę pani.
- Widzisz i można się nauczyć? ! - odparła Ania i wyszła na dwór.
Weszła do limuzyna i ruszyła w drogę, która prowadzi do szkoły. Po drodze kazała szoferowi, aby się zatrzymał koło domu jej chłopaka, tak i uczynił. Zatrzymali się i wszedł do limuzyny jej chłopak. Oczywiście zaraz zabrał się za całowanie Ani po każdej części ciała. Ania uwielbiała to. Szczególnie kiedy ona mogła nim dyrygować. O nie, nie pozwoli mu, aby on robił z nią co chciał. W końcu Ani znudziły się pieszczoty i kazała mu przestać. Jednak Adrian nie miał chęci tego kończyć. Ania wzięła i walnęła chłopaka kolanem w przyrodzenie. A on na to odparł:
- Pojebało Cię?
- Masz przestać kiedy Ci każę.
- Hahaha chyba śnisz?
- Nie, nie śnię. Dla Ciebie powinien być zaszczyt, że chodzę z Tobą. Takich jak ty mogę mieć pełno. Chcesz być szanowany w tej szkole?
- Ja już jestem szanowany! To ty chcesz przy mnie się lansować.
. - Hahaha, ale z Cb idiota!
- Kochanie uważaj z kim zadzierasz!
- Ty jesteś jakiś psychiczny. .
- Nie, tylko moja dziewczyna ma być dla mnie miła! Rozumiesz?
- No to ja się na nią nie nadaję! Zrywam z Tobą! Jak ulgaa. .
- Cooo? To ja z Tobą zrywam!
- Hahahahhhahahaha. Chciałbyś ze mną się nie zrywa! NIE WIEDZIAŁEŚ o tym?
Dojechali do szkoły. Adrian szybko wyszedł z limuzyny i powiedział na głos:
- Ogłaszam Wszystkim! Słuchacie?
Tłum uczniów zebrał się koło limuzyny.
- Zrywam z Tobą Anno.
- Hahaha o Boże zaraz się popłaczę. .
- Płacz, płacz. . . W końcu nie codziennie chodzisz z takim przystojniakiem jak ja.
- Właśnie. . i z takim kłamcą. Kochaniutki, myślisz, że ja nie nagrałam naszej rozmowy jak ja z tobą zrywam?
- Udowodnij to! - odparł lekko zdenerwowany Adrian.
- Proszę bardzo.
Ania wyciągnęła telefon i puściła nagranie. Adrian cały czerwony odrzekł do ucha Anki:
- Jeszcze mnie popamiętasz! Nie zadziera się ze mną!
I odszedł szybkim krokiem do szkoły.
-----------
POZDRAWIAM CZYTELNIKÓW
Od przyjaciół po zakochanych cz.2
Od przyjaciół po zakochanych - część 2 (dawna nazwa przyjaciele)
Po chwili mama była już gotowa. Po jakiś 20 minutach były już w galerii.
-Skrabie...-Tak mamo?
-A ty byś nie chciała no wiesz... Jakiś butów na lekkim obcasie albo koturnie?
-Wiesz mamo, że wolę niskie buty.
-Wiem, ale wiesz tak może na jakieś imprezy lub inne okazje mogłabyś ubrać wyższe buty...
-W sumie... Ale tylko jak będą jakieś tańsze...
-Oczywiście skarbie. Chodź poszukamy czegoś dla ciebie - uśmiechnęła się mama.
Długo chodziły po sklepach, ale żadne buty aż tak się Kasi nie spodobały. Dziewczyna kupiła sobie tylko łańcuszek i idealnie pasujące do niego bransoletki, za to mama kupiła sobie bluzkę.
Po jakieś godzinie chodzenia postanowiły iść na kawę.
-Mniam, ale dobra ta kawa... - powiedziała Kaśka.
-No niesamowicie. Przepyszna!
-Mamo... Chcę ci się jeszcze chodzić?
-Mi jak najbardziej, a tobie?
-Teeż... Chciałabym jednak te buty - zaśmiała sie Kasia.
-No widzisz... Wypijemy i ruszamy na łowy.
-Okey.
Wypiły i ruszyły "na łowy" jak to powiedziała mama Kasi. Po niecałych 20 minutach Kasia ujrzała śliczne, czarno-brązowe buty na lekkim koturnie.
-Mamo patrz na te! Jakie one śliczne!'
-Masz rację. Wchodzimy.
Kasia przymierzyła je i okazało się, że jest to ostatnia para leżąca na jej nodze jak ulał, więc bez zastanowienia kupiły je.
-Mamo bardzo ci dziękuję - powiedziała Kasia dając mamie buziaka w policzek.
-Nie ma za co skarbie. Może jedziemy już do domu bo jeszcze musisz się wyszykować na imprezę?
-Okey.
Po powrocie do domu była już 15.45 a Darek przychodził po Kasię o 17.00. Dziewczyna od razu ubrała się w swoją kobaltową sukienkę i nowiutkie czarno-brązowe koturny oraz nowe dodatki czyli łańcuszek i bransoletki. Kiedy już to zrobiła poszła się pomalować tuszem do rzęs i błyszczykiem. Potem wyprostowała włosy i spięła je u góry spinką. Była już 16.45. Pokazała się jeszcze mamie.
-I jak wyglądam?
-Ślicznie córciu, naprawdę.
-Dziękuję.
Nagle zadzwonił dzwonek. To był Darek. Serce Kasi zaczęło bić mocniej. Otworzyła dzwi.
-Cze... Łoł. - zaniemówił Darek.
-Cześć. Co "łoł"? - uśmiechnęła się Kasia.
-Wyglądasz... no... ślicznie.
-Przesadzasz... - Kasi zrobiło się strasznie ciepło na duchu.
-Wcale że nie. Buty na koturnie? Od kiedy? - uśmiechnął się Darek.
-Od dzisiaj :P
-Dzień dobry Darku.
-Dzień dobry pani Gosiu.
-Idziecie już dzieci?
-Tak właśnie wychodzimy - powiedział Darek.
-Dobrze, od razu zakluczę dzwi bo idę do sąsiadki. Bawcie się dobrze, i wróć o północy Kasiu.
-Dobrze mamo. Paa.
-Do widzenia.
-Do widzenia dzieci, do widzenia...
Kiedy szli do kuzyna Darka cały czas rozmawiali – o wszystkim i o niczym. Droga szybko im minęła i już byli na miejscu.
Na imprezie każdy świetnie się bawił. Darek i Kasia cały czas trzymali się siebie, ale po jakimś czasie Kasia poszła do swoich koleżanek a Darek do swoich kolegów. Jednak Kasia mało co z nimi rozmawiała. W pewnym momencie, gdy patrzyła się w stronę Darka ich spojrzenia się spotkały. Zawstydzeni obrócili się w inne strony. Po chwili do Kasi podszedł Darek:
-Zatańczysz?
-Wiesz, że nie umiem tańczyć.
-Wiem, ja też nie umiem. No proooszę.
-Ok, ok.
Tańczyli tak i tańczyli. Gdy szybka piosenka się skończyła i poleciała wolniejsza Darek zapytał się Kasi:
-Masz jeszcze troche siły by potańczyć?
-Jasne, nie ma sprawy.
Kasia przytuliła się do Darka. Było jej dobrze, jak jeszcze nigdy… Chciała aby ta chwila nigdy się nie skończyła…
Przyjaciele - część 1.
Przyjaciele - część 1.
Był letni poranek. 16-letnia Kasia wstała o godzinie 7.00. Poszła się umyć, ubrać i zjeść śniadanie. Rodzice jeszcze spali. Przez 6 dni w tygodniu naprawdę ciężko pracowali, więc w niedziele zawsze spali co najmniej do 10.00. Kasia już o 8.00 siedziała przy telewizorze. Nagle zadzwoniła jej komórka.-Halo?
-Cześć Kasia, śpisz?
To był 16-letni Darek, jej najlepszy przyjaciel. Tylko przyjaciel, w którym Kasia od paru miesięcy była zakochana. Ale mu o tym nie powiedziała, bała się, że zniszczy najlepszą na świecie przyjaźń.
-Nie, nie śpię, wiesz że w niedzielę wstaję bardzo wcześnie.
-Wiem, ale wolę się upewnić. Co dzisiaj robisz?
-Dzisiaj nic, nie mam planów.
-A to świetnie. Bo mój kuzyn urządza dzisiaj imprezę. Może pójdziesz ze mną?
Kasia była w siódmym niebie.
-Chętnie, ale o której?
-Przyjdę po ciebie o 17.00. Ok?
-Ok, spoko.
-To no ja już będę kończył. Do zobaczenia.
-Na razie.
"Nie mogę w to uwierzyć! Jak ja się cieszę!" myślała Kasia. Od razu wyłączyła telewizor i poszła do pokoju myśląc w co się ubrać na imprezę. Sukienka i balerinki czy szorty, t-shirt i trampki? Postanowiła, że dzisiaj ubierze sukienkę.
Dzisiaj rodzice wstali już o 8.30. Kasia akurat szykowała ciuchy.
-Cześć skarbie, co robisz? - powiedziała zaspana jeszcze mama.
-O cześć mamo. Przepraszam jeśli cię obudziłam. Ja szykuję ciuchy, bo Darek zaprosił mnie na imprezę do jego kuzyna. Mogę iść?
-Jasne, a co ubierasz?
-Myślę, że sukienkę i balerinki.
-No to super! O której idziecie?
-Darek przychodzi po mnie o 17.00
-Okey. Idę do kuchni zrobić sobie kawę.
-Okeey.
Kasia była gotowa na imprezę. Chabrowa sukienka sięgająca przed kolana, do tego czarne balerinki i dodatki. "Jest ok" pomyślała.
Zeszła na dół. Mama piła kawę a tata brał prysznic.
-Mamo robimy coś dzisiaj po południu?
-Może wybierzemy się do centurm? Co ty na to? Bo tata idzie do kolegi na mecz.
-Jasne, czemu nie. O 10.00?
-Nie ma sprawy skarbie. Zaraz się ogarnę i jedziemy - powiedziała mama uśmiechając się.
Pozdrawiam :)
Julia cz.2
Julia cz.2
Dziewczyna odłożyła kartke na miejsce i uszykowała sobie śniadanie. Najadła się i posprzątała. Wróciła do swojego pokoju. Włączyła laptopa, takie strony jak: fb, fbl, twitter, komuniaktor GG. Napisała do swojej przyjaciółki.[J- Julia, A- Alice]
J: Czeeeeeeeść Alice :*
A: Siema młoda :*. Jak tam?
J: Zajebiście a u Ciebie ? ;D
A: Spoko ;D. Co Ty taka radosna?
J: A bo mój miś zrobił mi niespodziankę .
A: Gadaj jaką !!
J: No więc.. załatwił mi 2 bilety na koncert One Direction!!!
A: Jeej ! To fantastycznie.- Julia usłyszała jak ktoś otwiera drzwi.
J: Wiesz, muszę iść, brat przyszedł. Pa.
A: Pa :*.- dziewczyna szybko zeszła na dół.
- Co kupiliście?- spytała.
- Parę rzeczy.
- Dużo się dowiedziałam.
- Chodź do salonu to się dowiesz.- Julia poszła za bratem i siostrą. Chłopak położył siatki na sofe. Julia odgranęła swoje długie, czerwone włosy i spojrzała co jest w siatce.
- E tam, nic ciekawego. - dziewczyna odłożyła siatke i skierowała się w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz?
- Spotkać się z Jak'em.
- Nie wracaj zbyt późno. Rodzice wrócą jutro.
- Spokojnie.- Julia wyszła z domu. Kierowała się w stronę domu swojego chłopaka.Dziewczyna zapukała do drzwi Jake'a.
- Hej Kochanie.- przywitał ją.- wejdź.- Julia skierowała się w strone pokoju swojego chłopaka. Otwarła drzwi po czym usiadła na łóżku.
- Dobrze, że jesteś, muszę z Tobą porozmawiać.
- Mam się bać?
- Nie, nie.. po prostu nie dam rady iść z Tobą na ten koncert..- dziewczyna posmutniała.- nie bądź smutna.
- Jeszcze coś chcesz powiedzieć?
- Tak..muszę wyjechać.
- Co?!- Julia miała szklanki w oczach.- jak to ? gdzie?
- Do mojego brata, do Polski.
- Czemu !?
- Tego dowiesz się w swoim czasie. A teraz weź te bilety i idź ze swoją przyjaciółką na koncert. Wiesz, że Cię kocham i najchętniej został tutaj.
- Tak, wiem..to koniec?- dziewczynie spływała pojedyńcza łza po poliki. Chłopak nic nie odpowiedział tylko przytulił Julię po czym wsadził jej bilety do kieszeni od spodni.
- Baw się dobrze..- na koniec pocałowali się. Julia powróciła do domu. Nie chciała rozstawać się z miłością swojego życia. Zasięgła po komórkę i wykręciła numer swojej przyjaciółki.
- Alice mam dla Ciebie propozycję..
- Ooo jaką ?
- Pójdziesz ze mną na koncert One Direction?
- Wiesz..jasne.
- Dzięki. Pa.
- To ja dziękuję. Pa. - zmęczona Julia położyła się na łóżko po czym zasnęła.
*DZIEŃ KONCERTU*
Julia od samego rana krząta się po domu . Koncert na 17. Jej przyjaciółka miała być po nią o 16. Postanowiła ubrać: granatowe rurki, białą bokserke i skurzaną czarną kurtkę, ciemno- niebieskie szpiliki. O 16 razem z przyjaciółką ruszyły na koncert. Julia wyciągła bilety z kieszeni i dała je bramkarzowi. Wpuścił je po czym pokazał gdzie mają iść. Dziewczyny stanęły pod sceną. Równo o 17 chłopaki wyszli na scenę.
*Dwie godziny późnej*
W drodze do wyjścia Julia zauważa, ze nie ma komórki w swojej prawej kieszeni.
- O ku*wa ! Zgubiłam komórkę!- krzyknęła, po czym wszyscy się na nią spojrzeli.- co się tak patrzycie? Wymsknęło się.- zdenerwowana Julia chciała wejść sale, gdzie odbył się koncert.
- Proszę pozwolić mi wejść! Muszę poszukać komórkę.
- Nie ma mowy.- za bramkarzem stanął chłopak w brązowych loczkach.
- Sam.. przepuść ją.- bramkasz posłusznie wpuścił dziewczynę i jej przyjaciółkę na salę.
- Mam! Ale..nim raczej już nigdzie nie zadzwonisz..- powiedziała jej przyjaciółka. Julia podeszła do niej.
- Kurwa !! Rodzice mnie zajebią .. to już 2 komórka w tym roku ..- powiedziała smutno.
- To kiepsko..- powiedział chłopak stojący w przejściu.
Julia. Cz.1
Julia. Cz.1
Miała 13 lata. Wtedy dowiedziała się, że ma wadę serca. Dziś ma 17 lat i
świetnie się czuję. Mieszka w Londynie, ma wspaniałych przyjaciół i
chłopaka, którego kocha nad życie. Ma dwójkę rodzeństwa. Starszego brata
o 2 lata - Matt'a. Młodszą siostrę o 6 lat- Jane.Julia śpieszyła się na spotkanie ze swoim chłopakiem. 'Spóźnię się' - pomyślała. Dobiegła na miejsce z pięciominutowym spóźnieniem. Podeszła do Jake i lekko musnęła jego usta.
- Spóźnienie..- powiedział chłopak.
- Łee tam, tylko 5 minut, ale przepraszam. Musiałam poczekać, aż przyjdą rodzice.
- Nic się nie stało.. - odpowiedział chłopak.
- To idziemy gdzieś ? - zapytała Julia.
- Chodź na spacer..poza ty mam dla Ciebie niespodziankę..
- Oo, wiesz, że nie lubię niespodzianek..
- Ale polubisz. - chłopak razem z dziewczyną ruszył w stronę parku. Droga zajęła im 30 minut. Usiedli na ławce.
- To co to za niespodzianka? - spytała Julia.
- Ale Ty ciekawska..powiem Ci, ale nie wiem czy Ci się spodba.
- Na pewno spodoba.
- A więc..- zaczął chłopak - mam dwa bilety na koncert One Direcion! - dziewczyna spojrzała na chłopaka z niedowierzaniem po czym namiętniee Go pocałowała.
- Cieszysz się ?
- I to jak! Kocham Cię! - Julia przytuliła się do chłopaka. Razem szli do domu Julii. Jake pocałował Julię na pożegnanie i poszedł w inną stronę. Dziewczyna weszła do domu, ściągła buty, kurtkę i poszła do salonu. Usiadła koło brata. Był on i jej siostra .
- Gdzie rodzice? - spytała Julia.
- Pojechali na wesele. - powiedział Matt.
- Mhm. - mruknęła Julia. - wiecie, jestem zmęczona pójdę się położyć. Pa. - pocałowała swojego brata i siostrę w poliki i poszła do siebie. Włączyła laptopa i strony, w które chce zajrzeć. Po 22 dziewczyna poszła spać. Obudziła się o 10. Wstała, poszła zrobić poranną toaletę. Przyszła i ubrała: czarne, białą bokserkę, bejsbolówkę i białe conversy. Zeszła na dól. Brata i siostry jeszcze nie był . 'Pewnie jeszcze śpią' - pomyślała. Weszła do kuchni, zauważyła kartkę. Treść następująca " Razem z małą poszliśmy na zakupy. Nie chcieliśmy Cię budzić, tak słodko spałaś.. Wrócimy po 13. "
Kocham tylko Ciebie...
Kocham tylko Ciebie...
Może przeszłość to dawne bajki do których już nie wracamy, ale czasami właśnie przez nią tracimy największą szansę na prawdziwą miłość.
Mam na imię Diana i przez to co stało się w przeszłości straciłam swoją wielką szansę na miłość. . . Dawniej gdy miałam 7 lat często odwiedzałam mojego kuzyna, który był starszy ode mnie o trzy lata. Gdy tylko dowiadywałam się, że znowu jedziemy w odwiedziny do niego bałam się. . . Dlaczego? Podczas gdy moi rodzice rozmawiali z ciocią i wujkiem w salonie, mój kuzyn wykorzystywał zawsze chwilę tej nieuwagi. . . Byłam jeszcze małą dziewczynką, więc nie wiedziałam co jest złego i co to w ogóle jest gwałt. . . Każde spotkanie z nim było takie same. . To wszystko trwało około dwa lata. W końcu wyrwałam się z tych "sideł". Później było normalnie, choć kuzyn i tak mnie na to namawiał. . . ja odmawiałam, bo nie chciałam. Kilka lat później na szkolnym obozie, na który namówiła mnie przyjaciółka poznałam fantastycznego chłopaka. Szatyn z pięknymi czarnymi oczami, o równie pięknym imieniu- Konrad. Był wysoki i bardzo przystojny. Gdy po raz pierwszy go zobaczyłam na dworcu kiedy czekaliśmy na pociąg, zapytałam Olgi (mojej przyjaciółki)- Kto to jest ten w czarnych włosach?-
- A to Konrad, spoko facet. Moja siostra chodzi z nim do klasy- odparła
- Ładny jest- dodałam, wpatrując się w nieznajomego mi jeszcze przystojniaka.
Na obozie często ze sobą rozmawialiśmy, pomagałam mu w rysowaniu, a wręcz go uczyłam niektórych trików plastycznych. Uwielbiałam jego uśmiech, głos. Chociaż wtedy jeszcze nie byłam w nim aż tak zakochana. Pewnego dnia kiedy wracałam z zakupów, zamyślona na temat miłości, nagle uświadomiłam sobie jedną rzecz- "Boże, ja go kocham"- powiedziałam do siebie w myślach. Była to prawda. . . Spotykaliśmy się w wakacje. . Było cudownie. Zabierał mnie nad rzekę, spacerowaliśmy cały "boży" dzień. Pisaliśmy na fejsie, gg. . mówił, że mam "fajne" włosy i że jestem po prostu fajna. Na spotkaniach świetnie się bawiliśmy. . wygłupialiśmy, a śmiechu było co niemiara. Pewnego tygodnia mieliśmy spotkać się w piątek, a był wtorek. Olga chciała porozmawiać z Konradem po koleżeńsku. . . spytała go czy przytuli mnie albo coś koło tego (moja kochana swatka:) on przyznał się, że "Sądzę, że już w piątek do czegoś dojdzie". Wszystko wydawało się niczym obraz na płótnie, lecz powróciły koszmary z przeszłości. . . bałam się wszystkiego. . . dotyku, pocałunku. kojarzyło mi się to z tym co dawniej miało miejsce. . . kochałam go, ale po prostu strach wziął większą moją część. . . Po za tym był w wieku mojego kuzyna. . . Owszem był najspokojniejszą osobą jaką znałam, miłą, mieliśmy tyle wspólnego. . . ja byłam artystyczną duszą, one też. . . obydwoje uwielbialiśmy pisać wiersze. . . Lecz w środę napisałam mu sm- sa - "Możemy zostać tylko przyjaciółmi?" albo coś koło tego. . . nie odpisał. Bałam się, że go zraniłam, więc napisałam jeszcze- "Jeśli Cię uraziłam, to przepraszam, nie miałam zamiaru". . . lecz to było na nic. . . miesiąc później próbowałam to odkręcić, ale było po wszystkim. . . spotkał swoją pierwszą wielką miłość, z którą był cztery lata temu. . . nie utrzymywał z nią kontaktu, aż do teraz gdy się pojawiła. . . nie wytrzymywałam tego. . . tęskniłam za nim, każdy wieczór kończył się płaczem i telefonem do przyjaciółki. Przez to wszystko pocięłam sobie rękę, nienawidziłam siebie samej. . . chciałam rzucić się pod pociąg, lecz powstrzymały mnie koleżanki. Olga uświadamiała mu w jakim jestem stanie, ale on tłumaczył się, że też nie ma łatwo. . . około dwa tygodnie po tym, mój przyjaciel- Marcin, zostawił mnie z problemami samą, wolał swoją dziewczynę, a moją koleżankę- Weronikę. Ona też mnie olała, mój stan- gdy płakałam nawet przy niej, odwracała głowę, nie chcąc patrząc na mnie- uważała, że robię z siebie ofiarę. . . w późniejszym czasie pokłóciłam się z Olgą. . . tego już w ogóle nie wytrzymywałam. . . po raz kolejny miałam myśli samobójcze. . . Teraz nadal jestem z nią skłócona, a Konrad nawet na mnie nie spojrzy. . a co dopiero "cześć". . . widzę go radosnego na przerwach, bawiącego się świetnie ze swoimi znajomymi. . . A ja tylko siedzę w cieniu, zupełnie sama nikomu nie potrzebna. . . Tęsknię za nim, ale boję się związków. . . bo jak drugi raz zaufać? Może gdyby wiedział jak bardzo zostałam zraniona w przeszłości zrozumiałby? Nie wiem. . . Ale jednego jestem pewna. . że krzywdy z przeszłości tak łatwo nie znikają. . . Nawet dzisiaj nikt nie wie, że mój własny kuzyn skrzywdził mnie tak bardzo.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Więc do wszystkich dziewczyn, które miały podobną sytuację - nie rezygnujcie z miłości.
Jeśli kogoś kochacie na prawdę warto mu zaufać.
Lidka
JO
Przepraszam Was i Klaudie, że ,,olewam'' ten blog. Nom Klaudia ma rację ale jakoś to nadrobię.
Lidka
Leżała
i marzyła. To umiała najlepiej. W obłoku nieświadomości coraz realniej
wyostrzała się smukła postać mężczyzny o nieznanej twarzy. Dlaczego
nieznanej - nie wiedziała, może dlatego, że to tylko marzenia, ale pewne
było, że uśmiechał się do niej, patrzył z czułością. Zbliżył się.
Dotknął dłonią jej policzka i odgarnął włosy. Odsłonił przypadkiem jeden z jej kolczyków, w którym odbił się blask jednej ze świec, stojących na stoliku nieznanej kawiarni. Musnął delikatnie ustami jej ucho, po czym szepnął:
- Jesteś doskonała... najpiękniejsza... idealna... dlatego kocham Cię i... i... chciałbym, żebyś spędziła ze mną resztę swojego życia.
W tym momencie poczuła, że wszyscy w lokalu... jakby rozpłynęła się, a on złożył na jej ustach głęboki i namiętny pocałunek.
Nagle wszystko zaczęło się kręcić... jej zebrało się na wymioty. W tymże momencie otworzyła oczy i fala ulgi przeszła po całym jej ciele.
Nie było jego, ani kawiarni, ani tych ludzi.
Leżała na bordowej sofie w pokoju oświetlonym słabą poświatą księżyca na czarnym aksamicie. Pod swoim ramieniem poczuła znajome ciepło. Ją.
Pocałowała ją delikatnie i powiedziała cichutko do śpiącej kobiecej postaci:
- Gdyby wszystkie moje marzenia się spełniały, byłabym najnieszczęśliwszą kobietą na świecie... bo nie miałabym Ciebie.
Dotknął dłonią jej policzka i odgarnął włosy. Odsłonił przypadkiem jeden z jej kolczyków, w którym odbił się blask jednej ze świec, stojących na stoliku nieznanej kawiarni. Musnął delikatnie ustami jej ucho, po czym szepnął:
- Jesteś doskonała... najpiękniejsza... idealna... dlatego kocham Cię i... i... chciałbym, żebyś spędziła ze mną resztę swojego życia.
W tym momencie poczuła, że wszyscy w lokalu... jakby rozpłynęła się, a on złożył na jej ustach głęboki i namiętny pocałunek.
Nagle wszystko zaczęło się kręcić... jej zebrało się na wymioty. W tymże momencie otworzyła oczy i fala ulgi przeszła po całym jej ciele.
Nie było jego, ani kawiarni, ani tych ludzi.
Leżała na bordowej sofie w pokoju oświetlonym słabą poświatą księżyca na czarnym aksamicie. Pod swoim ramieniem poczuła znajome ciepło. Ją.
Pocałowała ją delikatnie i powiedziała cichutko do śpiącej kobiecej postaci:
- Gdyby wszystkie moje marzenia się spełniały, byłabym najnieszczęśliwszą kobietą na świecie... bo nie miałabym Ciebie.
Andzia :(
Nienarodzony cz.1
Hi!
Sorka, że nie pisałam, ale jakoś nie mam czasu. Muszę się uczyć wierszy na pamięć. Jakaś Masakra. Muszę umiec na poniedziałek, a ledwo umie jeden ;( Andzia se ten blog olewa chociaż to ona jest administratorem. Szkoda gadać.
Nienarodzony cz.1
1 dzień z życia
Kilka minut temu zostałem powołany do życia na Ziemi. Istnieję. Powstałem z miłości moich rodziców. Czuję się wspaniale,jest mi ciepło i przyjemnie. Jestem taki szczęśliwy!! Bardzo chcę żyć. Bardzo dziękuję moim Rodzicom i Bogu,życie to największy i najwspanialszy dar, jaki mogli mi ofiarować. Będę im wdzięczny do końca życia. Żyję w mojej mamie. Ona jeszcze nic nie wie o moim istnieniu, ale czuję że bardzo, bardzo mnie kocha. Dziś po raz pierwszy słyszałem Jej głos,głos mojej Mamy. Jest taki ciepły. Moja Mama jest wspaniałą, dobrą osobą, czuję to. Już nie mogę się doczekać kiedy ją zobaczę.Na pewno jest bardzo piękna. Moja Mama...Moja... Kiedy zobaczę świat? Jak wspaniale jest żyć...
Wielka radość...
Hm...
2 dzień życia.
To już drugi dzień mojego życia. Jeszcze nie przypominam człowieka,ale przecież nim jestem? Już za 9 miesięcy ujrzę świat po raz pierwszy. Słyszę głosy mojej rodziny-już niedługo do nich dołączę. Dzisiaj usłyszałem imię mojej Mamusi-Karolina. Piękne,drogie mi imię...
Oczekiwanie...
Niecierpliwość...
30 dzień życia
Liczę sobie już cały miesiąc. Ale urosłem! Przez ten czas wiele dowiedziałem sie o świecie. Moja Mama tak pięknie i dużo o nim opowiada. A jak pięknie śpiewa! Jestem z niej naprawdę dumny. Tak bardzo chcę zobaczyć to wszystko, o czym opowiadała. Dzisiaj byliśmy w lesie .Mogę powiedzieć że, ja też byłem. Przecież tam,gdzie ona,tam i ja. Czułem, że moja Mama jest tam szcześliwa,ze kocha to miejsce. Ja też je pokochałem,chociaż jeszcze go nie widziałem. Nie wiem,jak wygląda las,ale moja Mama uwielbia tam spacerować. Na pewno kiedyś mnie tam zabiorą,z Tatą.
Zaraz, co ja słyszę? Moja ukochana Mama właśnie dowiedziała się że w niej żyję!! Ale nowina! Wspaniale....Ale co to? Zaraz zaraz...Ona wcale się nie cieszy!! Co się dzieje? Dlaczego ona płacze?! A może to łzy szczęścia?!
Niepewność...
3 godziny pózniej...
Jestem ciekawy, jak zareaguje mój Tata na wiadomość, że za 8 miesięcy pojawię się na świecie. Na pewno będzie bardzo szczęśliwy. Stworzymy wspaniałą,kochającą sie rodzinę. Ja,Mama i Tata.
Cudownie,prawda?
No,ja też tak myślę!
kilka minut pózniej
Co to?! Co ja słysze?! Tata bardzo głośno krzyczy. Słowa wypowiedziane kilka sekund temu nadal słyszę bardzo wyrażnie. Mój ukochany Tata bardzo głośno krzyczał: ,,Karolina,Ty chyba kompletnie zwariowałaś?! Jak Ty to sobie wyobrażasz?! Zaczynamy studia,wszystko zaczynało się powoli układać a Ty teraz z ciążą wyskakujesz?! Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna! To twój problem,mnie,to nic nie obchodzi! Dopóki się TEGO nie pozbędziesz,nie mamy o czym rozmawiać! Nie, nie, nie! Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć! Zwariowałaś!! I to akurat teraz,kiedy zaczeliśmy wychodzić na prostą ?! '' Mama, szlochając,cicho powiedziała: ,,A Ty nagle nie wiesz skąd się dzieci biorą?! To jest NASZE dziecko. Ono stanowi dla Ciebie problem?! Sama jetem pełna niepokoju,nie wiem co robić. Oczekiwałam, że podtrzymasz mnie na duchu,powiesz że sobie poradzimy,że wszystko będzie dobrze,że jakoś się ułoży...Teraz jestem pewna że nie mogę na Ciebie liczyć. Tak naprawde to nigdy nie mogłam! Zawsze byłeś nieodpowiedzialnym człowiekiem! Ja chcę urodzić to dziecko! Już podjęłam decyzję!' Tata wysłuchał mamy a potem bardzo niewyrażnie rzucił: ,,jeśli nie pozbędziesz się TEGO to,z nami koniec!'' Wyszedł trzaskając drzwimi. Nic z tego nie rozumiem,ale boję się. Nikt,kto nie był w takiej sytuacji nie wie, co to strach o własne życie. O życie,którego pragnie się jak niczego innego na świecie. Czy mnie nazywa ''tym''?! Bardzo się boję. Poczułem uderzenie w brzuch. Boli,boli,bardzo boli...
Strach....
cz.2 jutro lub pojutrze.
Klaudia
Sorka, że nie pisałam, ale jakoś nie mam czasu. Muszę się uczyć wierszy na pamięć. Jakaś Masakra. Muszę umiec na poniedziałek, a ledwo umie jeden ;( Andzia se ten blog olewa chociaż to ona jest administratorem. Szkoda gadać.
Nienarodzony cz.1
1 dzień z życia
Kilka minut temu zostałem powołany do życia na Ziemi. Istnieję. Powstałem z miłości moich rodziców. Czuję się wspaniale,jest mi ciepło i przyjemnie. Jestem taki szczęśliwy!! Bardzo chcę żyć. Bardzo dziękuję moim Rodzicom i Bogu,życie to największy i najwspanialszy dar, jaki mogli mi ofiarować. Będę im wdzięczny do końca życia. Żyję w mojej mamie. Ona jeszcze nic nie wie o moim istnieniu, ale czuję że bardzo, bardzo mnie kocha. Dziś po raz pierwszy słyszałem Jej głos,głos mojej Mamy. Jest taki ciepły. Moja Mama jest wspaniałą, dobrą osobą, czuję to. Już nie mogę się doczekać kiedy ją zobaczę.Na pewno jest bardzo piękna. Moja Mama...Moja... Kiedy zobaczę świat? Jak wspaniale jest żyć...
Wielka radość...
Hm...
2 dzień życia.
To już drugi dzień mojego życia. Jeszcze nie przypominam człowieka,ale przecież nim jestem? Już za 9 miesięcy ujrzę świat po raz pierwszy. Słyszę głosy mojej rodziny-już niedługo do nich dołączę. Dzisiaj usłyszałem imię mojej Mamusi-Karolina. Piękne,drogie mi imię...
Oczekiwanie...
Niecierpliwość...
30 dzień życia
Liczę sobie już cały miesiąc. Ale urosłem! Przez ten czas wiele dowiedziałem sie o świecie. Moja Mama tak pięknie i dużo o nim opowiada. A jak pięknie śpiewa! Jestem z niej naprawdę dumny. Tak bardzo chcę zobaczyć to wszystko, o czym opowiadała. Dzisiaj byliśmy w lesie .Mogę powiedzieć że, ja też byłem. Przecież tam,gdzie ona,tam i ja. Czułem, że moja Mama jest tam szcześliwa,ze kocha to miejsce. Ja też je pokochałem,chociaż jeszcze go nie widziałem. Nie wiem,jak wygląda las,ale moja Mama uwielbia tam spacerować. Na pewno kiedyś mnie tam zabiorą,z Tatą.
Zaraz, co ja słyszę? Moja ukochana Mama właśnie dowiedziała się że w niej żyję!! Ale nowina! Wspaniale....Ale co to? Zaraz zaraz...Ona wcale się nie cieszy!! Co się dzieje? Dlaczego ona płacze?! A może to łzy szczęścia?!
Niepewność...
3 godziny pózniej...
Jestem ciekawy, jak zareaguje mój Tata na wiadomość, że za 8 miesięcy pojawię się na świecie. Na pewno będzie bardzo szczęśliwy. Stworzymy wspaniałą,kochającą sie rodzinę. Ja,Mama i Tata.
Cudownie,prawda?
No,ja też tak myślę!
kilka minut pózniej
Co to?! Co ja słysze?! Tata bardzo głośno krzyczy. Słowa wypowiedziane kilka sekund temu nadal słyszę bardzo wyrażnie. Mój ukochany Tata bardzo głośno krzyczał: ,,Karolina,Ty chyba kompletnie zwariowałaś?! Jak Ty to sobie wyobrażasz?! Zaczynamy studia,wszystko zaczynało się powoli układać a Ty teraz z ciążą wyskakujesz?! Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna! To twój problem,mnie,to nic nie obchodzi! Dopóki się TEGO nie pozbędziesz,nie mamy o czym rozmawiać! Nie, nie, nie! Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć! Zwariowałaś!! I to akurat teraz,kiedy zaczeliśmy wychodzić na prostą ?! '' Mama, szlochając,cicho powiedziała: ,,A Ty nagle nie wiesz skąd się dzieci biorą?! To jest NASZE dziecko. Ono stanowi dla Ciebie problem?! Sama jetem pełna niepokoju,nie wiem co robić. Oczekiwałam, że podtrzymasz mnie na duchu,powiesz że sobie poradzimy,że wszystko będzie dobrze,że jakoś się ułoży...Teraz jestem pewna że nie mogę na Ciebie liczyć. Tak naprawde to nigdy nie mogłam! Zawsze byłeś nieodpowiedzialnym człowiekiem! Ja chcę urodzić to dziecko! Już podjęłam decyzję!' Tata wysłuchał mamy a potem bardzo niewyrażnie rzucił: ,,jeśli nie pozbędziesz się TEGO to,z nami koniec!'' Wyszedł trzaskając drzwimi. Nic z tego nie rozumiem,ale boję się. Nikt,kto nie był w takiej sytuacji nie wie, co to strach o własne życie. O życie,którego pragnie się jak niczego innego na świecie. Czy mnie nazywa ''tym''?! Bardzo się boję. Poczułem uderzenie w brzuch. Boli,boli,bardzo boli...
Strach....
cz.2 jutro lub pojutrze.
Klaudia
wtorek, 27 listopada 2012
Dużo opowiadań
Siemka! Dziś notka krótka, bo wybieram się z Andzią do kina, więc do konkretów. Mam dzis dla Was aż 3 historie!
1. Wypadek
Śmierteny wypadek..
Była sobie kiedyś dziewczyna i jej chłopak...
Wpadli na pomysł, aby zrobić rundkę po mieście...
Jednak mieli tylko jeden kask...
Lecz to było im obojetne...
Więc pojechali...
Czuli na swojej skurze delikatny powiew wiatru i cieszyli się tym...
W pewnym momęcie dziewczyna zauważyła, że jej chłopak jedzie coraz szybciej...
Spojrzała na licznik i zauwarzyła, że jadę już 150km/h...
Poprosiła swojego chłopaka żeby zwolnił bo ona się boi...
Chłopak jej odpowiedział...
Przytul się do mnie i powiedz, że mnie kochasz...
Dziewczyna mu powiedziała...
Kocham Cię ponad wszystko mój Skarbie...
Ale proszę zwolnij..
PROSZĘ...
Chłopak na to odpowiedział...
Ściągnij najpierw mi kask i załóż go sobie...
Proszę Cię, on jest mi za ciasny...
A puźniej mnie przytul i znowu powiedz, że mnie kochasz...
Dziewczyna założyła kask, przytuliła chłopaka i powiedziała...
Kocham Cię mój Skarbie ponad wszystko na świecie...
Dzień później pisało w gazecie:
Dwoje młodych ludzi uderzyło przy prętkości 180km/h w nadjeżdżający samochód...
tylko jedna osoba przeżyła...
Dla jasności...
Przeżyła tylko dziewczyna...
w trakcie jazdy chłopak zdał sobie sprawę z tego, że hamulce nie działają...
... że zablokował się gaz...
I nie mają możliwości zwolnić...
Dlatego kazał swojej dziewczynie założyć jego kask...
I kazał jej przytulić się do niego...
i żeby powiedziała że go kocha...
Kilka dni później...
Poszła na jego grób...
Miła oczy pełne łez...
I nie wiedzial jak ma sobie poradzić ze swoim uczuciem...
Kiedy stanęła przed grobem- zaniemówiła...
Jednak puźniej usiadła...
Położyła kwiaty i kask...
I powiedział mu, że uratował jej życie...
On był jej PRAWDZIWĄ WIELKĄ Miłością...
2. Dziewczyna
Była to bardzo wspaniała dziewczyna
często powtarzał: Ty moja jedyna
bała się najgorszego, że kiedyś ją porzuci
Nie będzie chciał jej znać - ich czas nigdy nie wróci...
Wiedziała, że wtedy życia by nie miała
Nie dałaby rady... Za mocno kochała
Po jakimś czasie nie tak samo było...
Zero jego wyznań... Coś się w nim zmieniło...
Coraz rzadziej się z nią spotykał
Gdy mówił: Kocham, wzroku jej unikał
Czuła jakby była z obcą osobą
Czegoś się bała, nie była sobą
Przytuliła go mocno,
Mówiła: Kochanie...
Nie sadziła, że dziś nastąpi ich pożegnanie...
Zaczął mówić coś...: Wiesz, mam Cię dość
Ona milczała, tylko łza cichutko
Po jej policzku spływała
Mówił, że pokochał inną już
Nie wiedział, że dziewczynie
Właśnie wbijał w serce nóż
Siedziała sama myśląc o tym co się stało
Nie mogła uwierzyć... tak ją to zabolało
Do domu wracać nie chciała...
Poszła na skarpę... miejsce które tak bardzo lubiła...
Miejsce... Gdzie wszystkie swe smutki i żale wylewała...
Myślała czy teraz jest z tą dziewczyną...
Czy do niej też mówi: jesteś tą jedyną
Zranił tak bardzo jej małe serce...
Przyrzekła, że nie da się zranić nikomu więcej...
Następnego dnia jego ujrzała
Uśmiechniętego z nią idącego i nagle się zaśmiała
Wszystkie wspomnienia szybko wracały...
I znowu do oczu jej łezki napływały...
Poszła do domu
Sięgnęła do szafki z lekarstwami...
Wzięła wszystkie tabletki
I uciekła trzaskając drzwiami
Chciała umrzeć w miejscu
Gdzie kiedyś z nim była...
Poszła na skarpę i własnym oczom nie wierzyła...
Słyszała jego piękne wyznania
Płakała i była już bliska skonania...
Mówił: jej naprawdę nigdy nie kochałem...
To na Ciebie jedyną całe życie czekałem...
Tak ją te słowo mocno zabolało
Upadła na ziemię, nie wiedząc co się stało
Wyrzucała sobie swoją naiwność...
Wierzyła gdy mówił: to musi być miłość...
Otworzyła oczy i zobaczyła ją...
Patrzyła na nią i pomyślała
Że to ta sama dziewczyna
Która jej ukochanego odebrała...
Zerwała się nagle i biegła przed siebie
Krzyczała: nienawidzę Cię! Nie wybaczę Ci tego!
Zabrałaś mi wszystko... mojego kochanego!
Więcej powiedzieć nie zdołała
Wyjęła tabletki...
I jedna za drugą łykała...
Krzyknęła tylko:
Boże wiesz jakie jest moje marzenie...
posiedzę, poczekam na jego
spełnienie...
Poczuła się senna... co chwilę upadała...
Zobaczyła tego, któremu cała się oddała...
Próbował wziąć ją na ręce...
Mówiła: nie dotykaj mnie nigdy więcej!
Oczy jej się zamykały...
Tylko usta te same słowa powtarzały...
Nigdy mnie nie kochałeś... Zbędne nadzieje mi dawałeś...
I coraz ciszej i wolniej mówiła...
Bo swoje ziemskie życie właśnie kończyła...
Patrząc na niego powiedziała:
Nie zapomnij mnie... I tak kocham Cię...
Mimo że mnie skrzywdziłeś i życie moje w piekło zmieniłeś...
I on zapłakał nagle... słysząc jej wyznanie...
Odchodziła powoli... nie wiedząc co się stanie...
Czekała na chwilę... W której jej serce bić przestanie...
On chodził niespokojny, wyrzucając z siebie...
Że to przez niego ona chce być teraz w niebie
Opadło jej ciało... serce bić przestało...
On gdy to ujrzał rozpędził się, i skacząc ze skarpy zawołał: kocham
Cię!
A z jej martwego ciała, po policzku ostatnia łza poleciała...
1. Wypadek
Śmierteny wypadek..
Była sobie kiedyś dziewczyna i jej chłopak...
Wpadli na pomysł, aby zrobić rundkę po mieście...
Jednak mieli tylko jeden kask...
Lecz to było im obojetne...
Więc pojechali...
Czuli na swojej skurze delikatny powiew wiatru i cieszyli się tym...
W pewnym momęcie dziewczyna zauważyła, że jej chłopak jedzie coraz szybciej...
Spojrzała na licznik i zauwarzyła, że jadę już 150km/h...
Poprosiła swojego chłopaka żeby zwolnił bo ona się boi...
Chłopak jej odpowiedział...
Przytul się do mnie i powiedz, że mnie kochasz...
Dziewczyna mu powiedziała...
Kocham Cię ponad wszystko mój Skarbie...
Ale proszę zwolnij..
PROSZĘ...
Chłopak na to odpowiedział...
Ściągnij najpierw mi kask i załóż go sobie...
Proszę Cię, on jest mi za ciasny...
A puźniej mnie przytul i znowu powiedz, że mnie kochasz...
Dziewczyna założyła kask, przytuliła chłopaka i powiedziała...
Kocham Cię mój Skarbie ponad wszystko na świecie...
Dzień później pisało w gazecie:
Dwoje młodych ludzi uderzyło przy prętkości 180km/h w nadjeżdżający samochód...
tylko jedna osoba przeżyła...
Dla jasności...
Przeżyła tylko dziewczyna...
w trakcie jazdy chłopak zdał sobie sprawę z tego, że hamulce nie działają...
... że zablokował się gaz...
I nie mają możliwości zwolnić...
Dlatego kazał swojej dziewczynie założyć jego kask...
I kazał jej przytulić się do niego...
i żeby powiedziała że go kocha...
Kilka dni później...
Poszła na jego grób...
Miła oczy pełne łez...
I nie wiedzial jak ma sobie poradzić ze swoim uczuciem...
Kiedy stanęła przed grobem- zaniemówiła...
Jednak puźniej usiadła...
Położyła kwiaty i kask...
I powiedział mu, że uratował jej życie...
On był jej PRAWDZIWĄ WIELKĄ Miłością...
2. Dziewczyna
Była to bardzo wspaniała dziewczyna
często powtarzał: Ty moja jedyna
bała się najgorszego, że kiedyś ją porzuci
Nie będzie chciał jej znać - ich czas nigdy nie wróci...
Wiedziała, że wtedy życia by nie miała
Nie dałaby rady... Za mocno kochała
Po jakimś czasie nie tak samo było...
Zero jego wyznań... Coś się w nim zmieniło...
Coraz rzadziej się z nią spotykał
Gdy mówił: Kocham, wzroku jej unikał
Czuła jakby była z obcą osobą
Czegoś się bała, nie była sobą
Przytuliła go mocno,
Mówiła: Kochanie...
Nie sadziła, że dziś nastąpi ich pożegnanie...
Zaczął mówić coś...: Wiesz, mam Cię dość
Ona milczała, tylko łza cichutko
Po jej policzku spływała
Mówił, że pokochał inną już
Nie wiedział, że dziewczynie
Właśnie wbijał w serce nóż
Siedziała sama myśląc o tym co się stało
Nie mogła uwierzyć... tak ją to zabolało
Do domu wracać nie chciała...
Poszła na skarpę... miejsce które tak bardzo lubiła...
Miejsce... Gdzie wszystkie swe smutki i żale wylewała...
Myślała czy teraz jest z tą dziewczyną...
Czy do niej też mówi: jesteś tą jedyną
Zranił tak bardzo jej małe serce...
Przyrzekła, że nie da się zranić nikomu więcej...
Następnego dnia jego ujrzała
Uśmiechniętego z nią idącego i nagle się zaśmiała
Wszystkie wspomnienia szybko wracały...
I znowu do oczu jej łezki napływały...
Poszła do domu
Sięgnęła do szafki z lekarstwami...
Wzięła wszystkie tabletki
I uciekła trzaskając drzwiami
Chciała umrzeć w miejscu
Gdzie kiedyś z nim była...
Poszła na skarpę i własnym oczom nie wierzyła...
Słyszała jego piękne wyznania
Płakała i była już bliska skonania...
Mówił: jej naprawdę nigdy nie kochałem...
To na Ciebie jedyną całe życie czekałem...
Tak ją te słowo mocno zabolało
Upadła na ziemię, nie wiedząc co się stało
Wyrzucała sobie swoją naiwność...
Wierzyła gdy mówił: to musi być miłość...
Otworzyła oczy i zobaczyła ją...
Patrzyła na nią i pomyślała
Że to ta sama dziewczyna
Która jej ukochanego odebrała...
Zerwała się nagle i biegła przed siebie
Krzyczała: nienawidzę Cię! Nie wybaczę Ci tego!
Zabrałaś mi wszystko... mojego kochanego!
Więcej powiedzieć nie zdołała
Wyjęła tabletki...
I jedna za drugą łykała...
Krzyknęła tylko:
Boże wiesz jakie jest moje marzenie...
posiedzę, poczekam na jego
spełnienie...
Poczuła się senna... co chwilę upadała...
Zobaczyła tego, któremu cała się oddała...
Próbował wziąć ją na ręce...
Mówiła: nie dotykaj mnie nigdy więcej!
Oczy jej się zamykały...
Tylko usta te same słowa powtarzały...
Nigdy mnie nie kochałeś... Zbędne nadzieje mi dawałeś...
I coraz ciszej i wolniej mówiła...
Bo swoje ziemskie życie właśnie kończyła...
Patrząc na niego powiedziała:
Nie zapomnij mnie... I tak kocham Cię...
Mimo że mnie skrzywdziłeś i życie moje w piekło zmieniłeś...
I on zapłakał nagle... słysząc jej wyznanie...
Odchodziła powoli... nie wiedząc co się stanie...
Czekała na chwilę... W której jej serce bić przestanie...
On chodził niespokojny, wyrzucając z siebie...
Że to przez niego ona chce być teraz w niebie
Opadło jej ciało... serce bić przestało...
On gdy to ujrzał rozpędził się, i skacząc ze skarpy zawołał: kocham
Cię!
A z jej martwego ciała, po policzku ostatnia łza poleciała...
3. Wyzwanie
Dziewczyna rzuciła wyzwanie swojemu chłopakowi aby przeżył jeden dzień bez niej . Powiedziała , by się z nią nie komunikował , a jeśli zawali to będzie go kochać już na zawsze . Chłopak zgodził się przyjąć to wyzwanie . Nie napisał do dziewczyny ani jednego sms - a , nie wykonał ani jednego połączenia , tak jakby nigdy się nie znali . Dziewczynie pozostały 24 godziny życia , ponieważ umierała na raka . Następnego dnia poszedł do dziewczyny i chciał powiedzieć '' zrobiłem to Kochanie '' zamiast tego łzy spływały mu po policzkach , ponieważ zobaczył swoją dziewczyną leżącą w trumnie z dopiskiem '' Zrobiłeś to Skarbie . Teraz rób to codziennie . Kocham Cię . '' . ; ((
Mam dla Was jeszcze opowiadanie z you tub'a. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)
Filmik nie był chyba długi? Tylko 7 minut :)
Klaudia
poniedziałek, 26 listopada 2012
pozory mylą
"Pozory mylą" odc.1
hej
Biegłam chodnikiem ,byłam już na borowikowej jeszcze trochę i będę na miejscu!
Wbiegłam do sali zmachana i zdyszana... otworzyłam drzwi i jednym tchem wydusiłam:
-dzień dobry! Przepraszam za spóźnienie!.. yh..-
-Witamy. Z jakiego to powodu młoda panno spóźniasz się na fizykę? I to w pierwszy dzień nauki? -burknął nauczyciel.
-Yyy... no ja. Ja dopiero się wprowadziłam. Nie było mnie na rozpoczęciu... i nie mam planu. Nowa jestem. Klasy szukałam. Przepraszam- spuściłam głowę.
-No dobrze. Siadaj. Nazywasz się Weronika Noch i przyjechałaś z Poznania? –
-tak, to ja. –ze smutniałam i wzrokiem szukałam gdzieś z tyłu wolnej ławki.
-Hey! Michał jestem. Możesz usiąść ze mną... jeśli tylko chcesz... – uśmiechnął się chłopak.
Usiadłam obok niego i nie śmiało się uśmiechnęłam... zrobiłam się czerwona i znowu spuściłam wzrok... rozpakowałam książki. Spojrzałam na inne dziewczyny w klasie... były ładne ,zadbane i miały ładne figury. Każda z nich miała przyjaciółkę z którą siedziała . Pozostało mi siedzieć z chłopakiem ... zerknęłam na innych chłopaków i na Michała... był najładniejszym chłopakiem w klasie... zapatrzyłam się na niego...
Spojrzał w moje oczy i znowu się uśmiechnął. Ja patrzyłam mu się prosto w oczy i nie mogłam oderwać wzroku... jaki on jest śliczny.
Dotknął lekko moją dłoń ...bardzo szybko ,przez sekundę ale wydawało mi się jakby ciągle ją trzymał.
-Nie bój się, oprowadzę Cię po szkole wyjaśnię co trzeba. Na lekcjach możesz siedzieć ze mną....- wyszeptał
-Fajnie mieć w klasie tak fajnego chłopaka jak Ty. – uśmiechnęłam się i wróciłam do przepisywania notatki...
Jeszcze parę razy podczas lekcji czułam jego przeszywający mnie wzrok...
Michał pokazał mi wszystkie sale i pomieszczenia w szkole. Opowiedział o nauczycielach. Było już 2 godz. Po lekcjach a my nadal zwiedzaliśmy szkolę. Rozmawialiśmy także o sobie, co nas interesuje itp
Usiedliśmy na ławce.... zrobiło mi się smutno i nie wiem dlaczego po prostu się rozpłakałam...
-Dlaczego płaczesz? Co się stało? Weronika...-
-Wiesz... źle się tu czuje. Zostawiłam tam przyjaciółki. Chłopak jak się dowiedział ze mną zerwał i jeszcze przed moim wyjazdem znalazł sobie dziewczynę to było takie krzywdzące... do tego tu jest taki poziom nauczania. Nauczyciele podchodzą do mnie z dystansem bo jestem nowa. A w klasie oprócz Ciebie z nikim więcej się nie za przyjaźnie.... –rozryczałam się na dobre...
Michał tak mocno mnie do siebie przytulił... pogłaskał po głowie... z nim było mi tak dobrze. Płakałam jak bóbr ....mój były chłopak nawet nie miał dla nie tyle czułości co Michał. Jak płakałam to tylko mówił „Mała, Ty jak dziecko wyjesz....a nie ma o co . Weź przestań!” a Michał po prostu mnie rozumiał!
-Przepraszam....- wydukałam i dałam buziaka w policzek Michałowi.
Ja już pójdę... Michał nie szedł za mną chodź bardzo miał na to ochotę....
W domu położyłam się na łóżko i płakałam tak długo że zasnęłam... mama wracała późno więc jak przyszła wiedziała że śpię i także położyła się spać.
Obudziłam się o 4,00 rano.... zbyt długo spałam.... odrobiłam lekcje ,umyłam się i zjadłam śniadanie .... o 6,00 wstała mama. Nawet nie zauważyła że wstałam... na nic nie zwracała uwagi. Nie wyszłam z pokoju żeby jej powiedzieć że wstałam. Siedziałam tam dalej i patrzyłam przez okno.
Wyszła... znalazła sobie dobrze płatną prace w której spędza cały dzień! Rozumiem ja chce się oderwać od tej chorej rzeczywistości...od kiedy zostawił nas tata postanowiliśmy się przeprowadzić jak najdalej od nich! Mama zajęła się pracą żeby zapomnieć.... przez to wszystko nie radziłyśmy sobie z emocjami i często płakałyśmy razem do nocy.... ciągle miałam mieszane uczucia... było mi przykro, miałam żal do taty....
O 7,00 byłam już w szkole. Michał tez już był... tak myślał że przyjdę wcześniej.
Powiedziałam mu o wszystkim... objął mnie.... tak mocno.... było mi bardzo miło... zakochałam się!
Nawet przy moim byłym nie czułam się tak jak z nim.... rozmawialiśmy o NAS!
hej
Biegłam chodnikiem ,byłam już na borowikowej jeszcze trochę i będę na miejscu!
Wbiegłam do sali zmachana i zdyszana... otworzyłam drzwi i jednym tchem wydusiłam:
-dzień dobry! Przepraszam za spóźnienie!.. yh..-
-Witamy. Z jakiego to powodu młoda panno spóźniasz się na fizykę? I to w pierwszy dzień nauki? -burknął nauczyciel.
-Yyy... no ja. Ja dopiero się wprowadziłam. Nie było mnie na rozpoczęciu... i nie mam planu. Nowa jestem. Klasy szukałam. Przepraszam- spuściłam głowę.
-No dobrze. Siadaj. Nazywasz się Weronika Noch i przyjechałaś z Poznania? –
-tak, to ja. –ze smutniałam i wzrokiem szukałam gdzieś z tyłu wolnej ławki.
-Hey! Michał jestem. Możesz usiąść ze mną... jeśli tylko chcesz... – uśmiechnął się chłopak.
Usiadłam obok niego i nie śmiało się uśmiechnęłam... zrobiłam się czerwona i znowu spuściłam wzrok... rozpakowałam książki. Spojrzałam na inne dziewczyny w klasie... były ładne ,zadbane i miały ładne figury. Każda z nich miała przyjaciółkę z którą siedziała . Pozostało mi siedzieć z chłopakiem ... zerknęłam na innych chłopaków i na Michała... był najładniejszym chłopakiem w klasie... zapatrzyłam się na niego...
Spojrzał w moje oczy i znowu się uśmiechnął. Ja patrzyłam mu się prosto w oczy i nie mogłam oderwać wzroku... jaki on jest śliczny.
Dotknął lekko moją dłoń ...bardzo szybko ,przez sekundę ale wydawało mi się jakby ciągle ją trzymał.
-Nie bój się, oprowadzę Cię po szkole wyjaśnię co trzeba. Na lekcjach możesz siedzieć ze mną....- wyszeptał
-Fajnie mieć w klasie tak fajnego chłopaka jak Ty. – uśmiechnęłam się i wróciłam do przepisywania notatki...
Jeszcze parę razy podczas lekcji czułam jego przeszywający mnie wzrok...
Michał pokazał mi wszystkie sale i pomieszczenia w szkole. Opowiedział o nauczycielach. Było już 2 godz. Po lekcjach a my nadal zwiedzaliśmy szkolę. Rozmawialiśmy także o sobie, co nas interesuje itp
Usiedliśmy na ławce.... zrobiło mi się smutno i nie wiem dlaczego po prostu się rozpłakałam...
-Dlaczego płaczesz? Co się stało? Weronika...-
-Wiesz... źle się tu czuje. Zostawiłam tam przyjaciółki. Chłopak jak się dowiedział ze mną zerwał i jeszcze przed moim wyjazdem znalazł sobie dziewczynę to było takie krzywdzące... do tego tu jest taki poziom nauczania. Nauczyciele podchodzą do mnie z dystansem bo jestem nowa. A w klasie oprócz Ciebie z nikim więcej się nie za przyjaźnie.... –rozryczałam się na dobre...
Michał tak mocno mnie do siebie przytulił... pogłaskał po głowie... z nim było mi tak dobrze. Płakałam jak bóbr ....mój były chłopak nawet nie miał dla nie tyle czułości co Michał. Jak płakałam to tylko mówił „Mała, Ty jak dziecko wyjesz....a nie ma o co . Weź przestań!” a Michał po prostu mnie rozumiał!
-Przepraszam....- wydukałam i dałam buziaka w policzek Michałowi.
Ja już pójdę... Michał nie szedł za mną chodź bardzo miał na to ochotę....
W domu położyłam się na łóżko i płakałam tak długo że zasnęłam... mama wracała późno więc jak przyszła wiedziała że śpię i także położyła się spać.
Obudziłam się o 4,00 rano.... zbyt długo spałam.... odrobiłam lekcje ,umyłam się i zjadłam śniadanie .... o 6,00 wstała mama. Nawet nie zauważyła że wstałam... na nic nie zwracała uwagi. Nie wyszłam z pokoju żeby jej powiedzieć że wstałam. Siedziałam tam dalej i patrzyłam przez okno.
Wyszła... znalazła sobie dobrze płatną prace w której spędza cały dzień! Rozumiem ja chce się oderwać od tej chorej rzeczywistości...od kiedy zostawił nas tata postanowiliśmy się przeprowadzić jak najdalej od nich! Mama zajęła się pracą żeby zapomnieć.... przez to wszystko nie radziłyśmy sobie z emocjami i często płakałyśmy razem do nocy.... ciągle miałam mieszane uczucia... było mi przykro, miałam żal do taty....
O 7,00 byłam już w szkole. Michał tez już był... tak myślał że przyjdę wcześniej.
Powiedziałam mu o wszystkim... objął mnie.... tak mocno.... było mi bardzo miło... zakochałam się!
Nawet przy moim byłym nie czułam się tak jak z nim.... rozmawialiśmy o NAS!
Subskrybuj:
Posty (Atom)