wtorek, 20 listopada 2012

odwiedziny + dodatek

Siema!

Klaudia znów ze mną pisze huraaa... !!



Odwiedziny

To przypominać może jedno z waszych własnych doświadczeń. Z pewnością macie podobne za sobą, tyle tylko, że trzeba wydłubać je z zakamarków pamięci, z sieci waszych własnych neuronów, splątanych niczym kłębek nici, do których dorwał się spragniony beztroskiej zabawy, młody kot. Wyobraźcie sobie wasze własne otoczenie, znane wam dobrze i przyjazne, jeśli to właściwe słowo. Na przykład wasze własne mieszkanie, czy choćby pokój, nawet dzielony ze starszym bratem, lub siostrą. Niezależnie od tego, czy mieszkacie w dzielnicy willowej na obrzeżach miasta, w bloku z wielkiej płyty (swoją drogą to frapujące, że podobne budowle nie zaczęły się jeszcze składać, jak domki z kart), czy też w przeludnionym akademiku, gdzie weekendowe „imprezki” cichną dopiero przed kolejną sesją. Z pewnością macie jakiś własny kąt, choćby i niemiłosiernie ciasny… Własny, więc znany na tyle, by z zamkniętymi oczami trafić do łazienki, czy kuchni. Przestrzeń, której aranżacja jest waszym własnym dziełem, lub też, przynajmniej, czymś znanym wam i nie niosącym nagłych i nieprzyjemnych niespodzianek. Wycinek trzech wymiarów, ograniczony płaszczyznami ścian, w których miejscami prześwitują okna. Stół, krzesła (niekiedy zmieniające swoje stałe miejsce pobytu, z reguły jednak przewidywalne jak oswojony inwentarz), kredens z babciną porcelaną, półki wypełnione książkami, których nie zdążyliście (nie mieliście potrzeby i chęci) przeczytać, jakaś sofa. Kredens z porcelaną nie jest obowiązkowy, to jasne. Na podłodze deski, pokryte świeżym lakierem, czy bejcą, olejowane może, albo też dla odmiany wytarte i spękane, dzielone coraz szerszymi szczelinami pełnymi brudu. Pod stołem dywan, albo nie. Wnętrze. Takie, po którym od biedy można się poruszać nocą, nie zapalając światła. Czujecie to? No właśnie. To teraz wyobraźcie sobie jeszcze jakiś detal. Jeden z tych, które nie przyszły mi do głowy, gdy starałem się to odmalować. Jakieś pianino pod ścianą, gierkowski segment „na wysoki połysk”, tapczan, kwietnik. Coś, co tam tkwi, zdawałoby się, od wieków, nigdy nie ruszane z miejsca. Dookoła sterylny porządek (we wspomnianych już akademikach zdarza się on co prawda jedynie dziewczętom, myślę jednak, że można coś podobnego przyjąć). Zero kurzu. Zaprogramowany i co jakiś czas odświeżany ład. Żadnych cholernych paprochów (za drzwiami widziałem odkurzacz). Teraz odsuwamy. Powoli i z namaszczeniem. To pianino, tapczan, czy też paskudną meblościankę, krytą błyszczącym się jak psu jaja fornirem. I co? Nie, nie chodzi mi o wstyd. Sam go odczuwam, przyznajcie jednak, że jesteście autentycznie zaskoczeni! Niezły syf, co? No właśnie. Skonstatowałem to dziś nad ranem, gdy zabrałem się za mozolne porządkowanie własnych myśli. Niezły syf pod tym tapczanem. Kurz zmechacił się i sfilcował. Powinniśmy częściej odsuwać od ściany wielkogabarytowe meble i z rzadka tylko używane sprzęty. To, co się za nimi gromadzi, nienajlepiej o nas świadczy… Równie rzadko o nich myślę, przyznaję, jak rzadko sprzątam za sofą. Równie rzadko myślę o tych kobietach, choć ich los przejmuje do żywego i zagląda w oczy z bliska, jak niedyskretni sąsiedzi, spoglądający zza pożółkłych firan. Tak… Myślę o nich nie dość często, a przynajmniej nie tak często, jak na to zasługują. Oczywiście nie jest to kwestią zasług niczyich i napisałem tak po prostu tylko po to, by ładnie zabrzmiało. Przysiadłem nad kawałkiem rodzącej się w bólach prozy i nie mogę tutaj epatować regularnym rymem. W zestawieniu z poetyckimi, możliwości prozaika kurczą się jak wystawione na mróz przyrodzenie. Nie mogę więc olśniewać potencjalnych czytelników poprawną składnią, a jedynym środkiem wyrazu, mogącym być katalizatorem mojej więzi z nimi, jest subtelna ironia. Odtąd nie miejcie mi jej za złe.



Nie ma na to dowodu i brzmi to jak kolejna teoria spiskowa, zdaje się jednak, że chorzy pozostający w stanie wegetatywnym zdolni są niekiedy odbierać bodźce z otoczenia, choć nie są w stanie poruszyć powieką. Sądzę, że liczba naszych zmysłów przewyższa .




A teraz coś dodatkowego !! Dla dziewczyn bez swojej 2. połówki. 


1. Zwykle zakochany mężczyzna chce wiedzieć wszystko o kobiecie, będzie starał się dowiedzieć, z kim spędzasz czas, co lubisz jeść i co sprawia, że się śmiejesz. Zatroszczy się również o twoje uczucia, jeśli będziesz szczęśliwa, on także poczuje się szczęśliwy, jeśli będziesz przygnębiona, jego uśmiech od razu zniknie z twarzy. Poza tym zauważysz, że on nie będzie robił tego z przymusu ale z czystych chęci.



2. Nigdy nie będzie próbował zagadać ani zrobić jakiegokolwiek wrażenie na nowej dziewczynie, która będzie w jego pobliżu, nie ważne jak bardzo byłaby piękna i atrakcyjna, ponieważ jego serce należy do ciebie.

 3. Na wszystkie imprezy planuje wyjść z tobą. Nie zaprasza na nie znajomych czy kolegów z pracy.

4. Nie opowiada już żadnych historii z przeszłości o swojej byłej dziewczynie, ponieważ dla niego, teraz jest czas, aby mówić tylko o was.

5. W większej grupie osób, on skupia swoją uwagę wyłącznie na tobie! Nawet jeśli będzie czymś zajęty będzie zerkał na ciebie co jakiś czas.

6. Gdy potrzebuje jakiejś rzeczy, zawsze przychodzi z tym do ciebie. Szuka każdej okazji i wynajduje preteksty, by spędzić z tobą jak najwięcej czasu. Prosi cię, byś pomogła wybrać mu prezent dla matki, byś pomogła urządzić mu pokój, byś pożyczyła mu książkę itp.

7. Jest strasznie niezadowolony, gdy inni mężczyźni kręcą się wokół ciebie. Nie może znieść, gdy cię bawią i gdy z nimi flirtujesz. 
 8. Jeśli nadal nie masz pewności, zawsze możesz zrobić eksperyment. Wyjdź ze swoją koleżanką na imprezę, i zadzwoń do niego w środku nocy, że koleżanka cię zostawiła i że kręci się wokół ciebie podejrzany typ i boisz się, że czegoś ci dosypał. Zobaczysz, jeśli cię kocha, zjawi się od razu! 



Andzia. co tam ??






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz