pełna szafa, czyli historia pewnej miłości
– Dlaczego mnie to nie dziwi – odparł ironicznie Jacek – i co ja mam ci na to poradzić kochanie?
– Musisz mi kupić nową bluzeczkę, Jacusiu.
„No jasne nowa bluzeczka. Jakby sześćdziesiąt cztery inne to było za mało. Albo wszystkie nagle wyszły z mody” – pomyślał, ale dla świętego spokoju odparł tylko:
– Dobrze kochanie – uśmiechnął się najszczerzej jak potrafił – ale załóż już dziś jakąś starą. Musimy zaraz wychodzić.
– Oj tam musimy... – ramiona „miłości jego życia” podskoczyły do góry w geście obojętności – najwyżej się troszkę spóźnimy.
– Zawsze się, kurna, spóźniamy – mruknął Jacek pod nosem.
– Hmm?
– Yyyy – szybkie przemyślenie strategii – może włóż tą obcisłą różową. Jesteś w niej bardzo seksi.
– No nie wiem – lekki rumieniec pojawia się na policzkach – chyba wyglądam w niej trochę grubo.
„No ja chyba zaraz nie wyrobię – pomyślał z jeszcze większą irytacją – druga bomba odpalona. Panie, daj mi więcej cierpliwości, bo czasem sama miłość nie wystarcza”.
– Wcale nie wyglądasz w niej grubo – całus w policzek wyraził niewypowiedzianą prośbę – Idziemy?
– No już dobrze pysiaczku – słodki uśmiech stanowił nagrodę za cierpliwość – Wezmę tą zieloną z Gandhim, ale ty załóż coś różowego.
– Wiesz przecież kochanie, że nie lubię tego koloru – odparł, ale już wiedział kończąc to zdanie, że popełnił błąd.
– To dlaczego każesz mi w nim chodzić?!
– Ale...
– Że niby co? Kura domowa to musi się wyróżniać? Bo co, że nie pracuje to mi się szacunek nie należy?
– Ale kochanie...
Nie dokończył, bo żałosny szloch wypełnił sypialnie. To było najgorsze co mogło go dziś spotkać. Trzecia bomba, ta nowej generacji, przy której ta co spadła na Hiroszimę, czyli „Nie mam się w co ubrać”, wyglądała jak marny fajerwerk.
Zawsze cenił sobie wypracowany przed laty układ. Ja pracuję, ty gotujesz i sprzątasz. Ja otwieram słoiki, ty wybierasz tapetę na ścianę. Różnili się, ale przez to również uzupełniali. Jednak dla niego ten płacz był zawsze czymś niepojętym. Był twardzielem i obce mu było mazgajstwo. Zwłaszcza z tak błahych powodów. Na szczęście i na to wypracował już sobie sposób.
Mocno objęcie ramionami i uścisk. Kilka uspokajających słów i sytuacja powoli wróciła do normy.
– Możemy już wyjść kochanie?
– Tak – lekkie pociągnięcie nosem – wiesz, że bardzo cię kocham Jacusiu.
– Ja ciebie też Wojtusiu. Ja ciebie też...
Andzia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz